Some people are always grumbling because roses have thorns,
I'm thankful that thorns have roses. (A.Karr)
I'm thankful that thorns have roses. (A.Karr)
Majeczka zakończyła karnawał swoistym Pas de soubresaut - skok miał być na miarę nagrody w konkursie tanecznym, niestety pomocy musielismy szukać u chirurga... Ironią losu było to, że dla szkolnego baliku zrezygnowała z zajęć akrobatyki, gdzie wykonuje wiele naprawdę skomplikowanych skoków np. salta w tył... Jednak my z tych u których szklanka do połowy pełna, więc dziękujemy niebiosom , że złamanie bez przemieszczenia, że nie ma żadnych komplikacji, a dodatkowy wspólnie spędzany czas w domu traktujemy jak prezent...
Chciałbym Wam dzisiaj pokazać kilka 'kreacji', które nie są klasycznymi charmami... Sacred box - jak lubię nazywać to pudełeczko to coś w rodzaju retro charm 3D - ma głębokość 1 cm. Traktuję je jak amulet, sam jego widok poprawia mi nastrój, więc lubię mieć je zawsze przy sobie... Mam nadzieję, że czas pozwoli i będę mogła takie skrzyneczki mieć w ofercie dla zainteresowanych.
Kolejne nowe realizacje to krucyfiksy... Czas w końcu pozwolił i z 'zapisków w zeszycie pomysłów' przeistoczyły się w realne przedmioty... Myślę, że to początek zupełnie nowej przygody...


Póki co żegnam się z Wami kilkoma fotografiami z 'miejsca pracy' o którym nigdy nie myślę jak o miejscu pracy:)) 
Pastelowe, pudrowe barwy pachną mi wiosną, a ostatnia wizyta w operze, gdzie obejrzałyśmy z Mają balet "Bajadera" pełen niesamowitych 'hinduskich' tonacji barwnych tylko upewniła mnie, co do zmian kolorystycznych jakie planujemy w domu...
Zaczęłam dziś smutnawo, więc przynajmniej skończę w zupełnie innym nastroju: jestem wieeeelce szczęśliwa: Kuba został jakiś czas temu stażystą - asystentem reżysera u mojego mistrza Wojtka Smarzowskiego na planie jego nowego filmu 7 dni. Wiem, że wiele się tam nauczy. "Wesele", "Dom zły" i "Róża" to dla mnie czołówka jeśli chodzi o rodzimą kinematografię.Dobrego, słonecznego weekendu -
Alicja

Nastrojowe światło, ukochana muzyka, aromat gorącej herbaty i ta nieśpieszność... Uwielbiam to i potrzebuję tego... Polatać na skrzydłach, które rosną kiedy robi się to co się kocha...
Te kilka fotografii to fragmenty wizualnego pamiętnika, zapiski z dzisiejszego dnia... Pierwszą zawieszkę Keep Calm & Carry On zrobiłam kilka lat temu, tym razem jest bardziej klasycznie. Więcej fotografii znajdziecie na moim drugim blogu:
Keep calm & be happy!
Nie wiem czy wierzycie w więcej niż szkiełko i oko, ale wyglądało to tak: mąż spytał mnie co słychać u mojej przyjaciółki Debohry, minutę(!) później zadzwonił do dzwi listonosz - i wręczył Dariowi przesyłkę od D.- morze prezentów, a niedługo potem nadszedł mail od Niej. No przecież nie mogła wiedzieć, kiedy jej podarunki do nas dotrą zza oceanu! Myślę, że jest Wróżką:))

Małe przyjemności tego świata sprawiają, iż jest on wielki:) 
Na przykład.... herbata.... Jej aromat, smak, ciepło to coś więcej niż kilka liści plus woda...



I ja z nadzieją wchodzę w nowy rok. Nastąpi w nim wiele zmian, których oczekuję, które planowane były od dawna. Tych mniej ważnych (acz także miłych) i tych ważkich wielce, "kamieni milowych" w życiu naszej familii:))) Mam nadzieję, że wszystko się uda! I będę mogła podzielić się i z Wami tymi radościami...

Grudzień to miesiąc w którym wodzą mnie na pokuszenie wszystkie piękne świąteczne fotografie z zagranicznych blogów... ale jednak czekam - tak jak to było u mnie w domu i wszystkich innych znajomych domach - z dekorowaniem domu i ubieraniem choinki (co jest symbolicznym "przecięciem wstęgi" pomiędzy czasem zwykłym a magicznym) do Wigilii - po prostu bliższy jest mi podział: "przygotowanie - świętowanie" (coś jak: najpierw kąpiel, potem make-up:)) Choć... pierwsze gałązki- zwiastuny zostały wetknięte tu i tam....
W tych dniach los nie oszczędził mi niezwykłych podarków - w skrzynce na listy czekały dwie zaskakujące przesyłki (pisnę jeszcze słowo o nich wkrótce), a Mama posłała mi (nam:)) kilkukilogramową paczkę ze świątecznymi ciasteczkami - a jest Mistrzynią Świata Ciasteczek (kiedyś była nią też Babcia). Wczoraj TVP - tym razem na kanale Kultura - pokazała film Jakuba, a jutro będziemy spozierać na kolejne ekranowe działania Majki - tym razem pojawi się w 'Klanie' (TVP1, 18.00) jako Andżelika... No i uprzytomniwszy sobie te miłe dary losu, uzbrojona w dodatkowe pokłady dobrej energii - wracam do sprzątania...
Mnóstwo, mnóstwo bieżących spraw, sprawunków trzyma mnie w ten grudniowy czas nieco z dala od bloga... Ale na "dziękuję!!!" chwila musi się znaleźć, bo inaczej byłby to znak, że z pewnością mknie się w złym kierunku i nieakuratnym tempie... Wczorajszy dzień był taki trochę słono-gorzki, jeden z tych które niespecjalnie trzeba zapamiętać... - lecz parafrazując przysłowie: nie gań dnia przed nadejściem księżyca... Ktoś osłodził go na dobranoc bajecznie...
Piękne stare świeczniki choinkowe idealnie wpiszą się w tegoroczny pomysł na dekorację naszego drzewka... Kiedy odpakowałam zestaw tacek i podstawek zaniemówiłam... Uwielbiam te złocone, niezwykle malownicze drewniane cudeńka i kolekcjonuję te skarby....
Nie zabrakło wśród niespodzianek słodkości dla Majki oraz aromatycznej herbatki, która nie tylko będzie delicją dla podniebienia, bo jest oczywiste, że zawsze kiedy ją zaparzę wspomnę ciepło wczorajszy dzień, Twój czuły gest Monisiu i uśmiechnę się myśląc o Tobie!
Uwielbiam sobie "pogniazdować".... "podomować"..... Za oknem niech się dzieje co chce... A tu cicho, miękko, ciepło... Tak spokojnie... Tak wygodnie.... Tak bezpiecznie.... Nigdzie się nie śpieszę.... I myśli też nigdzie nie mkną... Jestem Tu i Teraz... Jest tylko ta chwila, to miejsce i ja....
Wygodny fotel, a najlepiej dwa.... Coś musi służyć za podnóżek...:))))
Ulubione drobiazgi i kwiaty w zasięgu wzroku....
Miękkie poduchy... Dużo poduch... I ciepła narzuta.... Dla mnie: raj....


Bo Życie stworzone jest z 'drobiazgów' - radosny śmiech dziecka, dobre słowo, gorąca herbata z cynamonem, słoneczny promień wędrujący parapetem, zapach wanilii, smak chilli, ciepły koc, ulubiona książka - wszyscy mamy swoje własne listy prawdziwych skarbów.... I choć rutyna codzienności usiłuje odebrać im ich moc tylko od nas, od naszej uważności zależy czy oddajemy jej w bezmyślne władanie siebie i nasz świat. Tę chwilę w której teraz jesteśmy zanurzeni. Nie warto. Bo tylko ona istnieje i nigdy nie przyjdzie do nas ponownie.... Rozejrzyj się wokoło jakim świat jest cudem...
W dalekiej, ciepłej, uśmiechniętej Azji nasza rodzina zakochana jest od dawna.... To tam nasze serca i zmysły znajdują najlepszą strawę... I po tym krótkim wstępie zabieram Was z powrotem do Warszawy:))) - gdzie kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy na dobre niesamowicie smakowitą przygodę z kuchnią hinduską. Najpierw były 'rekonesansy' w hinduskich lokalach, odkrywanie, kosztowanie, zachwycanie się smakami, zapachami i kolorami i ... dość szybka refleksja, że czas zacząć pichcić te cuda w domu. W kuchni hinduskiej urzekło mnie to, iż łączy dwie podstawowe cechy jakie moim zdaniem jedzenie mieć musi: dania powinny być smakowite i zdrowe. I tutaj to odnalazłam w 200%.... Nie ma tutaj glutaminianu sodu, ani niedobrych E. Są za to dziesiątki (!) przypraw (które nie tylko dają niesamowity aromat, ale mają także właściwości lecznicze). W wydaniu hinduskim polubiłam omijane przez lata ciecierzycę, soczewicę, wszelkie fasolki.... A co najważniejsze zajadają się nimi z radością (!) moje pociechy... Pewnie wrócę tutaj do tego tematu nie raz, bo "hinduskie gotowanie" daje mi sporo radości... A dziś na zachętę - dla tych z Was, którzy jeszcze nie smakowali hinduskich smakołyków a są ich ciekawi - jako preludium do egzotycznej kuchennej przygody: Mango Lassi. Nie wiem czy istnieją bogowie na jakichkolwiek Olimpach, ale istnieje boooooooski napój i oto on. Zdrowy i zachwycająco smakowity, robicie go w mig. Jako rekomendację (zwłaszcza dla Mam dzieci 'niejadków') zdradzę, że Majka spija nawet 1 litr dziennie, więc warto spróbować podsunąć go Milusińskim. Wszelkim sklepowym jogurtom ze skrobią modyfikowaną i innymi 'pułapkami' mówimy: nie. Proporcje wycyzelował Dario, ale traktujcie je luźno i znajdźcie swój najlepszy smak. Owoce mango zastąpiliśmy pulpą mango, którą znalejdziecie w hinduskich sklepikach. Dlaczego - nie trzeba tłumaczyć: owoce mango z polskich sklepów nie przypominają w niczym mango, zrywane jeszcze nie dojrzałe, spryskane chemią by mogły przeżyć międzykontynentalną podróż... Gdybym była w Indiach użyłabym oczywiście świeżych owoców... (wszystko przede mną:))) A póki co:




Dzisiejszy wpis to krótkie acz radosne postscriptum do poprzedniego. Ostatnie zdanie - "życzenie" - dotyczyło pięknych szklanek... Nika skierowała mnie to sklepu internetowego, po turkusowe stołowe szkiełka, lecz niestety już ich tam nie było... Zaczęłam zastanawiać się nad dostępnym wielobarwnym zestawem i nie miałam zielonego, czerwonego ani granatowego pojęcia, że nazajutrz znajdę swoje cudeńka na starociach:))) Z pewnością czekały na mnie!!!
Jedyna rzecz od której trzymam się z daleka na wakacjach to stoiska z pamiątkami. Nieważne jaki zakątek świata - większość z nich ma wspólną cechę - określam ją eufemistycznie "specyficzną estetyką". Takie cuda raczej nie wprawiłyby mnie w dobry nastrój, kiedy po powrocie, w domowych pieleszach zatęsknię za radościami, którymi obdarzało mnie lato... Ale dusza poszukiwacza skarbów ma swoje prawa i lubię wrócić do domu z Czymś co będzie "wyzwalaczem" pozytywnej energii, którą kumulowałam w sobie ciesząc się wakacyjnym czasem.... I tak wróciłam znad morza z pięknymi, ręcznie robionymi kielichami... Przyjaciółka zabrała mnie na giełdę gdzie jedna z alei była we władaniu sprzedawców klamotów...
Kielichy przykuły moją uwagę od razu.... Lecz były dwa "ale" : Kłopot w tym, że nie pijam żadnych trunków, jedynie czasem nieco czerwonego wina dla zdrowia.... Ale czemuż nie sączyć z takich cudeniek codziennej porcji żurawiny czy soku z brzozy? Więc sączę...:). Druga rzecz to "zieleń" - zupełnie nie moja barwa.... Patrząc na te kielichy uzmysłowiłam sobie, że już jakiś czas temu - oddając się we władanie bieli - zapomniałam o radości jaką daje otaczanie się kolorami... A po cóż z niej rezygnować? Zielone kieliszki dały początek bawnym szkłom na moim stole. To bezpieczniejsza zabawa niż np. spontaniczne malowanie ścian na purpury, szafiry czy malachity.... Kilka dni temu do kielichów dołączyły rubinowo-amarantowe szklaneczki ze złoceniami... Pięknie dopełniłyby całości jeszcze turkusowo-morskie szklanki, bardzo chętnie z kroplą złota... Lecz nie szukam ich na siłę - wiem, że czekają gdzieś na mnie w świecie i kiedyś się spotkamy:)). Może podczas kolejnych wakacji?
Ja tam wierzę, że Kwiaty mają duszę... I kocham Lato za to, że jego językiem są właśnie kwiaty...
A potem kiedy zaczynają przekwitać... i odchodzą... W swym losie - tak podobnym do naszego -są niczym memento - wszak w każde Bycie wpisane jest Przemijanie... Być jak kwiat - pięknie być dopóki się jest... Natura jest wspaniałym podręcznikiem Istnienia...
Niech wszystko co ważne i piękne kwitnie u Was w najlepsze:)