Genialna kolekcja SILHOUETTE (więcej znajdziecie w sklepie).
I dobra okazja by wyjaśnić po raz kolejny, że Arte Ego to miejsce, gdzie można znaleźć prace Utalentowanych Osób - jak Autorka tej cudownej, miękkiej kartki wielkanocnej i uroczych ocieplaczy na jajka...
Ukochany len i ukochana kratka vichy - torba akurat na wiosenne wyprawy....
Dyskretny urok czerni.... Francuskie akcenty.... Ich nigdy dosyć...
Bransoletki do upinania serwetek dekorujących stół... By pięknie i jeszcze piękniej...
Poduszeczki wypełnione naturalną lawendą....
Świetne rozwiązanie: ręcznie dziergana koronka do dekorowania półek w kredensach, etażerkach etc. wykonana na wymiar dokładnie taki jaki Wam potrzebny. Niczego nie trzeba docinać i wszystko jest ładnie wykończone...
I tylko trza zdecydować: beige? or white?
Powoli zapada spokojny piątkowy wieczór - mam nadzieję, że równie relaksujący będzie cały nadchodzący weekend - czego Wam mocno życzę -
i dziękuję za miłe podarunki w postaci Waszych komentarzy -
Alicja
piątek, 12 marca 2010
A few sweet details...
Każdy z nas szepce " wiosna..., wiosna...." i pewnie lada dzień ta mantra ciałem (kwitnącym, pachnącym, rozćwierkanym, rozpromienionym) się stanie.... aplikując nam - jedyny jaki lubię - zastrzyk: zastrzyk dobrej energii. Znów poczujemy lekkość i zapału zapas. Dla tych z Was, którzy lubią wtórować Wiośnie zmianami wokół siebie - dziś garść fotografii, przedmiotów, które szczególnie polubiłam w najnowszej kolekcji Arte Ego:
piątek, 19 lutego 2010
Roses...
Jaka inna kombinacja aniżeli 'duże miasto + zima' mogłaby bardziej sprzyjać hołubieniu kwiatów? Chyba żadna. Świadomość mrozu, śniegu i betonu jako głównych twórców zaokiennej inscenizacji... to bodziec, by na każdy najdrobniejszy płatek i listek patrzeć ze wzmożoną czułością...Inne ulotne zjawisko, które także może być lekiem na zmrożone białą porą roku serce to tęcza... W przyrodzie zawsze przyprawia mnie o dziecięcy zachwyt. A teraz gdy światła codzień coraz więcej, we własnych kątach wyczarowuję ją sama. Przepis nań najprostszy w świecie: zawieszenie przeźroczystych mobili w oknie, szkiełek, kryształów z żyrandola, które pięknie rozszczepią promyki... Na zdjęciu poniżej, jeśli się przypatrzycie - jedno z owych tęczowych muśnięć na ścianie, tuż obok półki nad biurkiem. To naprawdę kojące momenty, kiedy cały zastęp małych tęcz wędruje po wszystkich ścianach w rytm słonecznych kroków na niebie...
I na koniec inne róże - metalowe - stworzone z pietyzmem przez dłonie utalentowanego człowieka. Wypatrzyłam je na bazarze na Kole jakiś czas temu. Nikt nie miał pojęcia, czego mogły być elementem i czemu służyć. Wiedziałam od razu, że pasują do mnie i do mojego domu. Od tego dnia te królowe towarzyszą mi przy pracy kwitnąc nad biurkiem... Znalazło się też dla nich bardziej praktyczne przeznaczenie niż można by się spodziewać: pręty na których umocowane są pączki - mają na końcu haczyki: mój synek używa ich do ściągania w dół z sufitu ekranu od projektora....
Mam nadzieję, że podczas weekendu spotka Was wiele radosnych chwil - czego Wam życzę -Alicja
piątek, 5 lutego 2010
Sweet Vintage Trinkets...
Uwielbiam sposób w jaki stare szkło "czaruje" rzeczywistość... Tym razem pod ulubionym kloszem znalazły się najnowsze Retro Charmy z inicjałami. Nie zostaną ze mną długo, więc póki co cieszę oko dekoracją...
Wyjątek stanowi 'A' - od razu dołączyłam tę zawieszkę do pozostałych moich 'skarbów' na łańcuszku... Bardzo lubię ten swój naszyjnik i traktuję jako amulet... Co prawda nie połyskuje żadnym świecidełkiem, ale w symboliczny sposób - i poprzez formę i poprzez treść, wyraża mnie. I charakteryzuje - nie gorzej niż info w dowodzie osobistym...Alicja
P.S. Zawieszki można zawawiać także w Arte Ego.
P.S. Zawieszki można zawawiać także w Arte Ego.
poniedziałek, 1 lutego 2010
Passion & Love
Kiedy rozważam cud istnienia moich dzieci to zawsze mam wrażenie, że to jak zanurzanie się w paradoksie czasu. Jakub - niemal wczoraj jeszcze maleńki, dziś już większy ode mnie. Wyższy ode mnie, ale nadal moje małe dziecko przecież. Tak niedawno/dawno bal w przedszkolu a tydzień temu studniówka... Nie obejrzę się a w ten sam sposób wspominać będę to co dziś, jutro, za tydzień...
Dorosłe życie dzieci to nie tylko wypadkowa tego co przed nimi odkryliśmy, do czego ich zachęciliśmy, co w nich rozbudziliśmy. Niemniej - jako matka chyba nietypowa jak na nasze czasy - nigdy nie rozbudzam w nim "ambicji", nie ustawiam go do żadnego wyścigu, bo jestem przekonana, że takowy nie może przynieść Szczęścia. Najważniejsze, aby robił to co kocha, aby miał pasję i wrażliwość. Jeśli stanie się to jego zawodem - to cudnie. Jeśli nie, to przynajmniej będzie miał w sercu coś co sprawi, że po przyjściu z pracy nie będzie realizował modelu "kapcie i telewizor", tylko zajmie się czymś co będzie sprawiało mu radość - swoim hobby. Dla mnie to najważniejszy obowiązek rodzica - zaraz po duchowym uwrażliwianiu - pozwolić spróbować czego tylko się da - od gry na gitarze poprzez bieganie, wycinanki, po ....., by pomóc dziecku nie tylko znaleźć własną pasję ale i odkryć z nim, że ta pasja to jego prawdziwy skarb. Skarb, którego wartość nie płynie jedynie z zadowolenia i radości jakie daje oddawanie się owemu zajęciu, ale dodatkowo pozwala także poznawać świat, nowych ludzi oraz stale się rozwijać.
Fotografia powyżej - niemal wczoraj:)))) - Kuba przyjmuje gratulacje od Wisławy Szymborkiej, po występie w przedstawieniu w którym odegrał młodego Kornela Filipowicza - osobę ważną w życiu w noblistki.
I realne wczoraj: co za honor - spotkać w takich okolicznościach reżysera Andrzeja Wajdę: nasza rodzina przeżyła bardzo miły i szczególny wieczór. Kuba ukończył Przedszkole Filmowe przy Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy - jesteśmy na pokazie etiud filmowych podsumowującym rok. Kuba także prezentuje przed mistrzem swój film..... I gdyby tak mój synek jeszcze sprzątał solidnie swój pokój.... Ale przecież nie ma ideałów:)))))
Dobrego tygodnia, wypełnionego serdecznością!
Alicja
piątek, 22 stycznia 2010
Nice everyday...
I styczeń już odbił na dobre od 2009.... Płynie dwudziesty drugi dzień przez biel (a każdy jej płatek jedyny i niepowtarzalny czy to nie cuda?).Dni powolutku się wydłużają... Coraz więcej światła... a w nim tak do twarzy codzienności, że chce się tych promieni więcej i więcej... Spokojnie czekam na kolejne odsłony tego teatru przyrody... a kiedy słońce wypełnia cały dom... choćby na kilka minut... jak wczoraj, jak dzisiaj - wszystko wydaje się być pięknie lśniącym klejnotem...
Pożegnanie ze świątecznymi ozdobami... Te na żyrandolu jako, że pięknie komponowały się z Panią Zimą i Panem Mrozem za oknem - ostały się najdłużej... Ale i na nie już czas... Panta rhei...
A w Arte Ego trwa wyprzedaż wyrobów świątecznych. Premiowana darmowymi woreczkami wypełnionymi naturalną lawendą! Macie ochotę? Serdecznie zapraszam! Wystarczy kliknąć w poniższy obrazek:
Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe życzenia i wizyty tutaj.Niechaj ten weekend i nadchodzący tydzień będą dokładnie takie jak chcecie. Wszystkiego dobrego!
Alicja
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Bonne année!
kiedy zasypiam nachyl się nade mną
odmuchaj z księżyca
zasłaniaj rękami przed złem -
opowiadaj
o mokrym ryjku gwiazdy
o tym że niebo jest jeszcze całe
(J.Twardowski)
(J.Twardowski)
Wierzę, że za Wami piękne, pełne spokoju i radości Święta. I taki niech będzie także nadchodzący rok - czego z głębi serca Wam życzę! Niechaj każdego z nas strzeże mądry Anioł, niechaj każdy z nas ma swoją dobrą gwiazdę i niebo łaskawie obdarowujące miłością, mądrością, zdrowiem i inspiracją...
Dziękuję za wszystkie Wasze odwiedziny i życzenia pełne ciepła.
Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam!
Alicja
poniedziałek, 21 grudnia 2009
At the end of advent....
Wszystko zapowiada białe i mroźne święta. Niby nie jestem zwolenniczką zimy w mieście, ale gdy patrzę na swój balkon, który jest jedną z moich zgryzot, bo nie dokończony ciągle, nie taki jak trzeba.... - to doceniam malowniczość pociągnięć śnieżnym pędzlem - którym Madame Zima poprawiła ten póki co nie ukończony zaokienny 'obrazek'. A kiedy wychodzę z domu skrzypienie pod podeszwami jest takie samo jak za dziecinnych lat i jakoś tak zaraz w te lata wchodzę także myślami.... I nie mogę się nie uśmiechać do dawnych szalonych wigilijnych zjazdów sankami z cieszyńskich "miłosier", które odbywałam w towarzystwie kuzynki. Każdy zjazd kończył się poprawianiem czapek, kurtek. Te pierwsze zazwyczaj zasłaniały oczy, te drugie trzeba była naciągać na poturbowane, wysmarowane śniegiem i gołe na mecie plecy. A potem przerażenie, bo dojrzałyśmy pierwszą gwiazdkę - czy jeszcze wszystko dobrze się skończy jeśli zaraz pobiegnieny do domu? Czy aniołek zaczeka?Dzisiejszy świat też ma w ofercie "przedwigilijne biegi", ale te podobają mi się mniej. A raczej nie podobają wcale. Omijam ścieżkę konsumpcji w swoich krokach ku świętom (nie chodzi o ascezę, ale o zdrowy rozsądek:))
To już ostatnie adwentowe dni - w tym roku na cztery tygodnie oczekiwania przystoiłyśmy z Majką nasze Mateczki w szczególne medaliony. Pierwsza dostała ich aż cztery - z liczbami od 1 do 4, po każdym tygodniu medalion należało odwrócić a na rewersie czekała litera.
Litery te tworzą słowo (nie mogą tworzyć innego!:))))) LOVE:
Nie tylko dzięki wspomnieniom mogłam ostatnio czuć się jak dziecko:) Przyjaciółka obdarowała mnie przedświątecznie wspaniałymi prezentami, pośród nich znalazły się także takie dwie piękne bluzki w klimacie vintage, po jednej dla mnie i dla Mai:
Już nie mogę się doczekać kiedy wiosną wspólnie wyruszymy odziane w te romantyczne tshirty... Bluzki są szczególne - zaprojektowane specjalnie przez siostrę przyjaciółki... Dziewczyny planują stworzyć całą kolekcję takich "smakołyków" - gdy tylko powstanie ich strona internetowa - dam znać:)Dużo pozdrowień pachnących radością i spokojem na te ostatnie przedświąteczne dni -
Alicja
wtorek, 15 grudnia 2009
Silence and sounds....
Ostatnio uświadomiłam sobie, że jednym z błogosławieństw mojej pracy w samotności jest także to, iż podczas zajęć mogę wsłuchiwać się w to czego w danej chwili potrzebuję.... Kiedy potrzeba mi ciszy, dozuję ciszę... Kiedy brak mi dźwięków, wybieram odpowiednią muzykę... Niby nic wielkiego ale tylko 'niby', bo muzyka i inspiruje mnie i uspokaja... ( że porusza to oczywiste:).
W przedświątecznej atmosferze - pomimo natłoku zajęć - nie mogłam nie wygospodarować chwil na retro charmy szczególne...
A z rozsterek serwetkowych (dziękuję za Wasze cenne uwagi!) narodził się pomysł nr 3 czyli.... powrót do barwy śniegu:)
Ostatnią sobotę musiałam spędzić w centrach handlowych. Brr... Unikam tego typu atrakcji... Męczy mnie to zawsze, rozstraja, osłabia... Ale i przyjmuję ten ciężar z dobrodziejstwem inwentarza: nie sposób żyć bez butów, swetra czy rękawic... 'Muzyka centrów handlowych' mogłaby być tematem zupełnie osobnego posta, byłby to bardzo gorzki tekst o bólu głowy i otępieniu... Ale komu tego trzeba? Wolę podzielić się z Wami fotografiami magicznego miejsca, które stworzyła droga mi osoba - Deborah. Choć nie słychać muzyki, nie trudno sobie wyobrazić tony wypełniające tę sklepową przestrzeń...
W przedświątecznej atmosferze - pomimo natłoku zajęć - nie mogłam nie wygospodarować chwil na retro charmy szczególne...
A z rozsterek serwetkowych (dziękuję za Wasze cenne uwagi!) narodził się pomysł nr 3 czyli.... powrót do barwy śniegu:)
Ostatnią sobotę musiałam spędzić w centrach handlowych. Brr... Unikam tego typu atrakcji... Męczy mnie to zawsze, rozstraja, osłabia... Ale i przyjmuję ten ciężar z dobrodziejstwem inwentarza: nie sposób żyć bez butów, swetra czy rękawic... 'Muzyka centrów handlowych' mogłaby być tematem zupełnie osobnego posta, byłby to bardzo gorzki tekst o bólu głowy i otępieniu... Ale komu tego trzeba? Wolę podzielić się z Wami fotografiami magicznego miejsca, które stworzyła droga mi osoba - Deborah. Choć nie słychać muzyki, nie trudno sobie wyobrazić tony wypełniające tę sklepową przestrzeń...środa, 25 listopada 2009
Above my desk... and about Christmas....

Jesienią niewiele mam czasu na poszukiwanie kolejnych 'skarbów' do domu, ale zanim znowu wyruszę na jakieś sympatyczne łowy na targi staroci - chciałam Wam pokazać coś co kupiłam kilka miesięcy temu - wypisany w 1905 roku dokument będący czymś w rodzaju certyfikatu kilku rzemieślniczych cechów - uwielbiam ten "obraz" - i wiem, że nic lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć nad biurko przy którym pracuję - jest piękny, klimatyczny, ale też "tematycznie" skoligacony z rękodziełem - czyli tym co bardzo cenię i sama staram się tworzyć....
Ostatnie dni w moim domu były dalekie od jesiennej szarości panującej za oknami - kwitnęły cztery orchidee oraz sukulent, którego nazwy niestety nie znam - ale to nieważne, grunt, że ma piękne delikatne jak mgiełka białe kwiaty... I aby było całkiem bajkowo - w gości wleciał nam motyl i pląsał po mieszkaniu przez dwa dni...

I dlatego także w Arte Ego pojawiły się świąteczne dekoracje pełne motywów pod wodzą czerwieni. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie go gustu połącznie kratki vichy ze świątecznymi motywami....

Nie znaczy to wcale, iż zwolennicy stonowanych barw jako udanego przepisu na święta nie znajdą i czegoś dla siebie... Mam nadzieję, że na poduszce z fotografii poniżej każdy z Was odnajdzie świąteczne życzenia we własnym języku...
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze. Za poświęcony czas.

Nie znaczy to wcale, iż zwolennicy stonowanych barw jako udanego przepisu na święta nie znajdą i czegoś dla siebie... Mam nadzieję, że na poduszce z fotografii poniżej każdy z Was odnajdzie świąteczne życzenia we własnym języku...
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze. Za poświęcony czas.Pozdrawiam Was i ciepło życzę dobrego tygodnia.
Alicja
P.S. W pierniki zaopatrzyła mnie moja kochana mama.
środa, 4 listopada 2009
About Christmas...
Witajcie. Już dzisiaj na blogu Retro Charm Garden przedstawiam świąteczne zawieszki z Mikołajem w roli głównej - aby zdążył przybyć pod wskazany adres na czas....Chciałabym też wkrótce pokazać Wam kilka innych świątecznych dekoracji...
Pozdrawiam Was ciepło choć szarość i chłód za oknami -
Alicja
wtorek, 3 listopada 2009
November already????
Zabawa konwencją to jeden z moich ulubionych sposobów na "przyrządznie" nowych przedmiotów czy to do domu czy do Arte Ego. Tak też było z serwetkami - zupełnie proste, ale haftowane korony czynią je także dworską (mrugam do Was jednym okiem:))) dekoracją stołu. Lubię przedmioty, które są urodziwe, ale nie lubię tych, które swoim urokiem przytłaczają, tyranizując najbliższe otoczenie. Lubię te, które noszą w sobie potencjał ponadczasowości, bo wiem, że nie znudzą mnie po kilku dniach czy tygodniach.Serwetki powstały z myślą o tym jak przybiorę stół w grudniowe święta. Niby czasu jeszcze sporo, ale nie dla mnie, bo im bliżej świąt -tym więcej czasu pochłania mi praca i wtedy obmyślanie i wykonywanie dekoracji do domu okupuję wyrzutem sumienia - bo tyle rzeczy wciąż czeka na załatwienie... A z drugiej strony przecież dom jest najważniejszy!
Jeszcze tylko nie wiem, który kolor ostatecznie wybiorę - czerwień czy beż. Mam wielką słabość do czerwonych haftów... A Wam co się bardziej podoba?
Jeśli uznacie, że serwetki są dobrym pomysłem i na Wasz stół - znajdziecie je w ArteEgo jako produkt na zamówienie. Powoli wracać muszę do swoich zajęć... Taki rozpędzony ten listopad.....
Ale chciałabym podzielić się jeszcze miłą wiadomością: amerykański miesięcznik Romantic Homes w świątecznym numerze pokazał moją zawieszkę LaMaison, o czym dowiedziałam się od Cheryl z Casual Cottage Chic, która posłała mi owo grudniowe wydanie. Wielkie dzięki Cheryl!!!!
Pozdrawiam Was bardzo ciepło! Kolorowego tygodnia życzę z nadzieją, że jesień w Waszych stronach chodzi codziennie pod rękę ze słońcem!Alicja
środa, 14 października 2009
October...
Nie bez przyczyny w dzisiejszym poście kilka moich ulubionych przedmiotów w różowym kolorze. Pamiętacie, iż październik to Miesiąc Walki z Rakiem? Nieważne gdzie biegniemy i ile sprawunków na liście - zdrowie najważniejsze. Zatem dużo dużo zdrowia Wam i sobie życzę i chyba jest to jakaś pointa. Nie ujarzmimy czasu, ale możemy sprawić by cieszyć się nim dłużej...
A co do jesieni... lubię ją - więcej czasu spędza się w domu, docenić można po raz kolejny jego ciepło... no i moje ukochane gruszki!Pozdrawiam Was bardzo ciepło, dziękuję za komentarze, które są zawsze miłą niespodzianką. Szczególne pozdrowienia dla Wszystkich Miłych Osób wpisanych jako Obserwatorzy. Dzięki.
Alicja
piątek, 18 września 2009
Waiting for an autumn hug....
To co najbardziej uwielbiam w podróżach to możność spotkania ludzi, możliwość "dotknięcia" ich świata. Staram się nie przywozić pamiątek, bo nie chcę, aby dom przypominał wystawę etnograficzną, jednak czasami coś jest na tyle ciekawe, piękne i wiem, że 'wpisze się' w klimat, że robię wyjątek. Zawsze interesuje mnie lokalna ....biżuteria (może właściwszym słowem byłyby 'ozdoby', bo nie mam na myśli jubilerstwa a raczej fantazje pełne korali, nitek i blaszek...) - ciekawi mnie co w danym miejscu ludzie uważają za piękne... Innym "tematem" podczas ostatniej podróży były torebki - tutaj także z Majką udzieliłyśmy sobie rozgrzeszenia i przystąpiłyśmy do nabywania - dla nas no i dla wszystkich dzieczynek z rodziny... Były to bardzo przyjemne zakupy...
Bardzo lubię jesień, niestety jej pierwszy uścisk nigdy nie jest dla mnie przyjemny... Chore gardło to dla mnie co roku dotkliwy znak, że oto jest.... Zapowiada się słoneczny, ciepły weekend, więc mam nadzieję, że będzie tylko lepiej... Przezornie już przywitałam się z moim ulubionym starym swetrem/golfem-gardło-chroniącym - w tym roku towarzyszyć mu będzie nowa torba w kolorach ziemi, jesiennego nieba i opadających liści....
Na przekór "gardłowej sprawie" staram się mieć cały czas dobry humor. Zawsze dobrze mi robią sympatyczne niespodzianki - w najnowszym numerze specjalnego wydania niemieckiej wersji Country Living znalazła się notka o moich Retro Charms. Jak miło:)
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, które są dla mnie zawsze wielką radością. Postaram się wkrótce zamieścić jeszcze kilka fotografii z podróży.Dużo słońca, radości - ale i spokoju podczas weekendowych spacerów!
Alicja
Subskrybuj:
Posty (Atom)






