piątek, 22 marca 2013

Royalty China - addition & inspiration...

"Porcelain is pretty magic. "
S.Schultz
Creme de la creme.... 1902 rok - zaślubiny  królowej Aleksandry z królem Edwardem...
Dwie moje największe słabości to tkaniny i porcelana. Lubię to wypatrywanie i wynajdywanie skarbów, które tworzą później klimat naszego domu lub stają się prezentami.... Dzisiaj tkaninom dam spokój i trochę poporcelanuję:)) Hmm, jakoś nie wyobrażam sobie siebie jako właścicielki kilkudziesięcio częściowego tzw. kompletu obiadowego. Zanudziłby mnie jego widok i tyle... A co z radością obcowania z takowym? Niemożliwa do wykrzesania! Wolę tworzyć własne kompozycje a jedyny 'sklepowy' komplet to 12 talerzy białej marii rosenthala ze złotą obwódką, który świetnie sprawuje się na co dzień oraz jako dopełnienie do porcelanowych naczyń z metryką vintage.
Zagadkowe "coś" z posta" Riddle or two" -  ulubiona solniczka....
Aby zastawowy miszmasz pozostawał szaleństwem pod kontrolą trzymam się swoich reguł, m.in. co do kolorów (biel, pozłocenia, nieco różu, turkusu, błękitu, lawendy), deseni (najchętniej widziane romantyczne róże:)) A do tego dołączam okazy "royalty china". Kilka z nich na dzisiejszych fotografiach... Pierwszym egzemplarzem był kubek, który pojawił się kiedyś w "herbacianym" poście. Delikatne portrety silhouette Diany i Karola, pastelowa kolorystyka, pozłota, ujmujący kształt.. no i ta lilijka - yummy! A potem zaczęły przypływać kolejne przedmioty; talerze, filiżanki, kubki, kielichy.... Bo nie sposób nie docenić ich pięknych kształtów, kolorów i stylistyki....
Kolejny megaskarb.
Pijąc herbatę można wykonać podróż do 1911 - wprost na ślub króla George'a z królową Mary...
Wśród nieco nowszych okazów także urocze zjawiska....
 I jeszcze dwie fotografie kubka z początku posta. Czegóż tu nie ma? Kwiaty, korony, flagi, zdobne napisy i ten królewski szyk... Więcej niż na niejednym obrazie... Piękny kształt i niczym kropka nad i nieco pozłoty...  Inspirujące, rozczulające, słodkie.... Słowem: ulubione...
 A to kubkowa gwiazdka: seniorka z1897 roku - honoruje sześćdziesiąt lat panowania królowej Victorii... Lew jak lew, ale ten jednorożec...I piękne kwiaty w środku... trzymając ją w dłoni czujesz opuszkami farbę ręcznie(!) popełnionego malunku....
 ***
Od tego kubka się zaczęło....
Queen E. w różu...
Wspomnienie smacznych pomidorów i talerzyka,
który powędrował do mojej Mamy,
bo też poczuła królewsko-porcelanowego bluesa:)) i cieszą ją takie upominki:)
Kubeczek: dobry na kwiaty w sypialni,
ołówki w pokoju Mai czy szczoteczki w łazience...
Dajcie znać co Wasze oczęta , dłonie i serca przygarniają w dom z radością. Jakie są Wasze porcelanowe ukochania?
Pachnącego wiosną weekendu!
xoxo,
Alicja

niedziela, 17 marca 2013

Thank You!!!!

"Zdrowie to stan umysłu."
Dziewczyny Kochane, z całego serca dziękuję Wam za Wasze ciepłe słowa i dobrą energię, którą ślecie w moim kierunku... Doświadczanie sympatii w komentarzach, mailach i niespodziankach, które przynosi listonosz z pewnością jest niezwykle owocnym elementem mojej rehabilitacji. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.... I ślę w Waszym kierunku równie wiele słońca!
****
Wspaniale było mi odkryć, że z ortezą czuję się równie szczęśliwa jak bez niej. Bo pogodę ducha i radość życia zawsze nosimy w sobie i tylko... pozwalamy, aby pewne myśli, nasze przywiązania i wizje na temat nas samych przesłaniały niczym listopadowe chmury czyste źródło pozytywnej energii, które w nas bije.... Czas od wypadku to dni w których mogłam wiele dowiedzieć się o sobie, spojrzeć z boku, z dystansem na swój świat. Zawsze staram się to robić, ale teraz zwyczajnie miałam więcej czasu na to:))) Przyjmuję z pokorą wszystko. Bo to przecież żaden koniec świata. Odliczam dni do porzucenia kul.. Jeszcze jakieś dwa tygodnie... Już wkrótce dowiem się także, czy potrzebuję operacji, w środę mam RM.
 Wprawiam się w dobre nastroje dzięki drobiazgom...:
Szukanie wiosennych  inspiracji w moich "pudłach ze skarbami"... Dekorowanie stołu, gotowanie dla familii... Patrzenie na ptaki za oknem....:) Czytanie, rozmawianie... Po prostu bycie. Tu i teraz.
***
Piękne kartki od pięknej dziewczyny. Pewnie już podziwialiście je na "HomeAbout". Sprawiłaś mi wielką radość! Cudna niespodzianka, smakowita osłoda ! Monia, dziękuję za uroczy prezent!!!!!
Za dwa tygodnie powiemy sobie z kulami "do widzenia" (wersja "operacja") lub " żegnajcie"...
 Popołudniowe foto specjalnie dla Anny Ś., bo mnie strofuje (przyjacielsko:))), że mało zdjęć na blogu... A może Ty po prostu próbujesz mnie rozruszać??
Dziewczyny, dobrego nowego tygodnia! Mam nadzieję, że to niedzielne słońce to zwiastun tego co przyniosą kolejne dni, za oknem i w duszy!
xoxo, Alicja

czwartek, 7 marca 2013

Bezpłatne warsztaty handmade dla Pań, któe leczą się onkologicznie. Proszę przekazujcie dalej!

Uwaga:
kolejne warsztaty są planowane za miesiąc. Piszcie na podanego maila w razie zainteresowania.

Ploteczkarnia.pl  wraz z Fundacją Rak’n’Roll serdecznie zaprasza na cykl warsztatów handmade (rękodzieła) dla Pań, które leczą się onkologicznie.
Pierwsze zajęcia z tego cyklu poświęcone będą tematyce zbliżających się Świąt Wielkanocnych.

Miejsce: Ploteczkarnia.pl ,
ul. Chmielna 26 lok. 65, Warszawa (samo centrum)
Termin: 15.03.2013r.
Godz. 11.00 (zajęcia potrwają ok. 2-2,5 h)
Zapisy: z uwagi na ograniczoną ilość miejsc zgłoszenia proszę kierować na mail:kamila@raknroll.pl

Uczestnictwo w zajęciach jest bezpłatne!
Szczegóły w linku.
http://www.ploteczkarnia.pl/index.php/component/content/article/94-strona-glowna/239-wiosenne-warsztaty-z-fundacja-rakn-roll.html

Pozdrawiam, Alicja

niedziela, 3 marca 2013

Days in bed....

Każda sytuacja jest sprzyjająca.
(przysłowie wschodnie)
 
 
 
Od czasu kontuzji mój świat skurczył się do naszego domu. Nie chodzę wiele, jedynie o kulach (prawą nogę pierwszy raz obciążyłam zaledwie kilka dni temu i to nieznacznie). Na rehabilitację i do lekarzy wozi mnie D., dzielnie nosząc na rękach lub plecach tam gdzie przeszkodą schody. Uciążliwe, ale romantyczne.... Nie skarżę się na rzeczywistość, obeszłam się bez "dlaczego ja?????" Mogę teraz sprawdzać codziennie duchowe umiejętności szlifowane w bardziej przyjaznych okolicznościach. Bo kiedy świeci słońce to łatwo być pogodnym, ale co innego stan ten utrzymywać, zawsze i pomimo. Wizja operacji nie dodaje energii, ale daję odsiecz minorowym tonom i szukam plusów... Dopóki sytuacja trwa na nich się koncentruję. Na przykład na tym strumieniu wolnego czasu spędzanym w łóżku:) Mogłam teraz powrócić do odkładanych pomysłów i projektów. Jeden, który leżał na sercu od dawna - już jest na ukończeniu!!!! Mega nudne ćwiczenia rehabilitacyjne powtarzane w nieskończoność to także duchowe wyzwanie, "pokonywanie siebie", bo to myśli stawiają więcej oporu niż ciało... Może w końcu polubię gimnastykę? Najpierw przekonam się, że "mogę" a następnie odkryję, że "mogę z radością"? Majka widząc moje zmagania doradza "mamo wyobraź sobie, że jesteś na plaży..."  Nie wyglądam na świat, ale na pozaglądanie w siebie sporo czasu. To dobre. Jest inaczej, ale na swój sposób dobrze - i to jest dla mnie odkrycie. D. objawia iście anielskie talenty. Co dzień rano, kiedy jeszcze z Mają śpimy wyciska dzban soku pomarańczowego (swoją szklankę dostaję do łózka:))) I mam obiecane, że tak już będzie zawsze!!!. Gdy trzeba świtem biegnie do piekarni. Szkolne śniadania Majki to crème de la crème tego co szkolne pojemniki na kanapki widziały.... Przygotowuje posiłki, robi zakupy, wiesza pranie, pilnuje, żebym nie przeciążała nogi, a kiedy trzeba było robił zastrzyki.... Dba też o mój dobry humor i rozrywkę, nadrabiamy wspólne zaległości filmowe, gra na pianie... Raj, choć na szczególnych warunkach........
 Kadry dziś "okołołóżkowe", bo najwięcej teraz leżenia...
Chciałabym bardzo-bardzo podziękować Halince za piękną białą poduszkę! Ależ Majka miała frajdę rozpakowując przesyłkę - a potem były okrzyki radości na dwa głosy!!!! Mam nadzieję, że przeczytasz te słowa.
W Warszawie od dwóch dni wiatr intensywny, czy przyniesie już Wiosnę? Ptaki na naszym balkonie twierdzą, że tak. Wierzę im.
Dobrego Nowego Tygodnia!
xoxo, Alicja

piątek, 22 lutego 2013

Karen Kingston - my inspiration...

"Twój dom to magiczna skrzynka do spełniania życzeń"   
Karen Kingston

      Czym jest dla Was Wasz Dom? Tak w JEDNYM zdaniu? Ja nasz dom traktuję jak przyjaciela, bo wiem, że okazywaną mu czułość zawsze zwraca z nawiązką. A dobra energia, pozytywna atmosfera to magiczne "duchowe" medykamenty, których nie można przedawkować. Kiedy kilka lat temu czytałam pierwszy raz książki Karen Kingston poczułam, że Platon miał rację ze swoją anamnesis.  Czytałam, ale to o czym pisała Karen było od zawsze w mojej duszy, intuicjach, w moim sposobie patrzenia na świat, na dom. Mogłam więc uśmiechać się przewracając kolejne stronice i czuć się jakbym wróciła z podróży do domu, gdzie czeka szczegółowy przepis na upieczenie wyśnionego ciastka. Nie streszczę Wam Książek Karen i odpuszczam subiektywną recenzję - wszystko to znajdziecie w sieci. Tutaj jeno ot taka emocjonalna impresja.... Po prostu chcę się podzielić z Wami, tymi dla których dom - tak jak człowiek - ma nie tylko fizyczny, ale i duchowy wymiar, wiadomością, że TE książki istnieją.
    Książeczki łyka się w jedno popołudnie (nie róbcie tego wieczorem, bo zamiast przymknąć oczy, będziecie chciały wstać i działać!). Niestety dostępne są raczej w antykwariatach, trzeba poszukać, ale warto. Są to swoiste podręczniki feng shui - Karen specjalizuje się w energetycznym oczyszczaniu przestrzeni, rozprawia się z bałaganem energetycznym, który zostawiają w czterech ścianach myśli, emocje, życie.... Podpowiada jak możemy wnieść więcej "świętości" w nasze otoczenie, nasz dom, nasze dni  - bo przecież wszystko się ze sobą łączy. "Świętość" to dobre słowo jeśli traktujesz swój dom jak świątynię.
Jak to jest, że jedne domy chcielibyśmy odwiedzać często, bez przerwy, a w innych czujemy się nieswojo i jest w nich duszno nawet w zimowy dzień? Nasze odczucia są związane z energią, która wypełnia przestrzeń....
   Jako, że jestem typem "zbieracza-wiecznego poszukiwacza skarbów" i - co tu dużo mówić - lubię ładne przedmioty, dzięki książkom Karen mogłam tym swoim pasjom przyjrzeć się z boku, przyjrzeć krytycznie - z korzyścią dla naszego domu i siebie. Nie, nie uśpiłam w sobie instynktu łowcy pięknych detali, bo i do niczego takiego Karen nie namawia, ale jestem BARDZIEJ świadoma co będzie wspomagało harmonię w domu, a co niekoniecznie. I chcę o tym pamiętać zawsze..., także wtedy, gdy np. na targu staroci moje serce woła "wow"....
***
   To po refleksji nad słowami Karen, iż Balijczycy mają w domu jeden nóż, ale potrafią się nim posłużyć sprawnie nawet małe dzieci - doszło u nas do małej kuchennej rewolucji. Ktoś nam tu na Zachodzie wmówił, że potrzebujemy kolejnych - wielce wyspecjalizowanych:))-  noży do serów, ananasów, chleba, ze dwóch do warzyw: obieranie, krojenie, do filetowania ryb, etc. Aktualnie w użyciu mam trzy noże, ale myślę, że dwa też by wystarczyły. Mam też tylko jedną patelnię - choć jestem mamą gotującą regularnie obiady w tygodniu. Trochę pomógł przypadek, bo pewnie wahałabym się nad taką radykalnością, ale dwie poprzednie w jednym czasie" wyzionęły ducha". Kupiliśmy bezpieczne dla zdrowia i przyjemne w użyciu silarganowe cudo z Silitu i okazało się, że świetnie się obchodzimy bez kolejnego egzemplarza. I chyba o to chodzi: znaleźć te punkty w których można odpuścić - nie przestanę przynosić do domu porcelany, bo lubię pięknie odziany stół, a posiłek ma być też strawą dla oka, ale rezygnuję z tabunu noży i patelni, bo bez nich nie czuję się gorzej, a w kuchni nadal idzie mi świetnie. Każdy może znaleźć  swoje rewiry, w których dokona cięć z pożytkiem dla siebie i domu. Czasem będą to ubrania, czasem książki do których się nie wraca, etc...
***
Ech, nie poruszyłam tu wszystkiego co ciekawe w książkach Karen, ale powoli kończę posta. Więc dodam tylko, że warto przeczytać np. o geopatycznych i elektromagnetycznych źródłach stresu...
***
Dla tych, którzy chcieliby już choćby dwa słowa z książki przytaczam....Mogą być kategorie bałaganu???
Wg Karen to:
1) przedmioty nieużywane i nielubiane
2) przedmioty zaniedbane i nieuporządkowane
3) nadmiar rzeczy w zbyt małym pomieszczeniu 
4) wszystko co niedokończone
Co Wy na to?
***

***
I jeszcze powiem Wam, że wszystkie rady, które wypróbowałam okazały się skuteczne.
W zeszłym roku przeprowadziłam rytuał oczyszczania przestrzeni wg wskazówek Karen (ona zaś opracowała to na podstawie Feng Shui i praktyk z wyspy Bali) - było to wzruszające przeżycie a jego owoc był zadziwiający, ale to jest poza słowami... Dzwonek, który widzicie na zdjęciu, pochodzi z Bali, i jest moim największym skarbem - zawsze powtarzam, że gdyby wszystkie moje przedmioty miały pójść w świat (łącznie z porcelaną!:))) to właśnie ten dzwonek zachowam tylko. Ale bardziej szczegółowo o nim może innym razem... Zresztą o jego przeznaczeniu dowiecie się z książek o których dzisiaj.
***
"Rzeczy ukochane, używane i lubiane są otoczone mocną wibrującą radosna energią i pozwalają energii otoczenia przepływać przez siebie i wokół siebie. Jeśli masz jasny cel w życiu i otaczasz się rzeczami, które mają tę wspaniałą, swobodną energię, twoje życie będzie szczęśliwe, radosne, wolne. Z drgugiej strony, wszystko to co zaniedbane, zapomniane, niechciane, nielubiane i nieużywane spowalnia przepływ energii w pomieszczeniu i powoduje jej zastoje: czujesz wtedy, że twoje życie stanęło w miejscu. Ze wszystkim co posiadasz łączą cię cieniutkie pasma energii."(Karen Kingston)
***
Książki Karen Kingston :
*Feng Shui. Jak tworzyć przyjazną przestrzeń wokół nas (oryg.: Creating sacred space with Feng Shui)
*Feng Shui. Jak się pozbyć bałaganu ze swojego życia
(Clear your clutter with Feng Shui)
Blog:
http://www.spaceclearing.com/blog/
Ciepłe uściski, xoxo
zainspirowana Alicja

czwartek, 14 lutego 2013

My new reality....

'It does not matter how slowly you go
so long as you do not stop'
(Confucius)
 Ta myśl Konfucjusza to nie tylko perełka do nanizania na nić refleksji, nie jeno strawa dla ducha, ale całkiem dobrze przystająca uwaga do mojego aktualnego fizycznego uwikłania: ferie zimowe zwieńczyłam upadkiem na narciarskim stoku zamieniając kolano w grzechotkę... Jeszcze jestem przed ostateczną diagnozą - może być (nomen omen) krucho, ale wierzę, że będzie dobrze i nie ulegam czarnowidztwu, bo u mnie szklanka zawsze do połowy pełna  .... Nowa to sytuacja w naszym domu i jest w niej dużo piękna też: ciepło zdwojone i potrojona czułość D.-  a to superlek, megaremedium.... Jest też i dużo śmiechu - jak się domyślacie D. przejął 98% domowych działań ( za chwilę będzie wieszał pranie:))) - lubi pytać "jakie poniżające czynności ma dziś mam do wykonania?":)))
Choć nie mogę robić wielu rzeczy, mam więcej czasu na inne:))) "Gdy zamykają się jedne drzwi - otwierają się inne" -np.  zamiast fotografować, robię porządek w kajetach z przepisami kulinarnymi...etc.
Zaraz po "zdarzeniu" ułożyłam Listę: znalazło się tam m.in.:
* mogło się skończyć gorzej
* inni cierpią bardziej, poważniej

* jestem pod wspaniałą opieką D.
a także
* Maja będzie siedziała na przednim siedzeniu podczas powrotu z ferii - zawsze chciała
* mam kule w kolorze fuksji
* ile czasu na czytanie!
 A na zdjęciach - zamiast nogi w ortezie - obraz kwitnącej jabłoni, niedawnymi czasy wypatrzony. Piękny, wiekowy (ach te krakle!!!, zadrapania i drobne ubytki...mniam!), kolory moje ukochane - sprane turkusy i różowości... Zieleń ramy nie do końca mnie przekonała w pierwszym momencie, ale teraz myślę, że całość jest smakowita... (D. jako pierwszy wypatrzył, że pod zielenią rama ma kolor złoty - takie koło ratunkowe, z którego póki co nie będę korzystać). Jeszcze nie znalazłam dla Jabłoni miejsca idealnego, ale znajdę, lub znajdzie się samo...
xoxo,
Alicja

czwartek, 24 stycznia 2013

These make me smile... Always!

“What I like about photographs is that they capture a moment that’s gone forever, impossible to reproduce.”
(Karl Lagerfeld)
***
“Photo is confined to borders by all side, but memory zeal out to extend happiness even to the darkest corner of your life. a good snapshot bring out colour in your life.”
(Manish Kathuria)
 (Jakub)
(Maja)
Pośród przedmiotów, które wprawiają mnie w Dobry Nastrój, które lubię mieć w pobliżu - te dwie fotografie z wczesnego dzieciństwa moich Pociech wiodą prym i zawsze staram się je mieć blisko siebie. Rozstawiam je po domu, np. tam gdzie w danym momencie pracuję.... Sprawiają, że się uśmiecham, głośno śmieję i czuję przypływ Dobrej Energii. Jakoś tak naturalnie same się wybrały spośród setek innych zdjęć i ujęć jakiś czas temu. Rozbrajają mnie. Mają nawet swoje własne nazwy w naszym rodzinnym slangu domowym:))) Także teraz - pisząc te słowa i patrząc na nie - się śmieję:) 
Obfitego w spokój, radość i wypoczynek weekendu!!!!
Ściskam Was!
(Mama) Alicja

wtorek, 22 stycznia 2013

A riddle.. or two...

A thing of beauty is a joy forever;
its loveliness increases;
it will never pass into nothingness
(John Keats)
Mam dla Was dzisiaj zagadkę:) A nawet dwie:) Do wyboru:))
Czym jest "białe coś" na fotografii....? Kim jest pięknie odziana Lady?
To takie preludium do kilku przyszłych postów.... Miłej zabawy !!
Ściskam Was ciepło!
Alicja

piątek, 18 stycznia 2013

Bedside table treasures...

'Nigdy nie jest za późno, by nie robić nic.'
Konfucjusz
Za oknem wiatr delikatnie przegania płatki śniegu... Jest tak cicho i spokojnie i na taki pełny relaksu weekend mam wielką ochotę... Dzisiaj odwiedzimy Przyjaciół - będą dobre filmy i podobno zostaniemy porwani na wyśmienitą kolację.... Wow... A w sobotę i niedzielę po prostu będzie cieszyć się sobą, uśmiechem i śmiechem Majki, spokojem i ciepłem naszego domu.... Niczego więcej nie trzeba...
 "Zdjęciowo" dziś znów jestem w sypialni.... Jak wyglądają Wasze stoliki/szafki nocne? U mnie w tej roli po prostu mały taborecik:) Mobilny -gdy trzeba służy za siedzisko w innych pokojach...
 Nie ma nic piękniejszego, niż zasypiać i budzić się z ukochanymi osobami... To oczywiste.
Ale widok ulubionych drobiazgów wprawia mnie w pogodny poranny nastrój... Kwiaty, "pudełeczko" z Matką Boską, biżuteria, którą dostałam od D, pamiętnik... Wieczorem światełko tealightu...
Te "małe skarby" mają swoje głębsze znaczenie...
Dużo dobra i ciepła na weekend!
Ściskam Was! Dziękuję za Wasze wizyty!!
xoxo,
Alicja

piątek, 11 stycznia 2013

Relaxing dyeing...

'Zapachy, kolory i dźwięki
odpowiadają sobie nawzajem.'
Charles Baudelaire

Farbowanie w domowym zaciszu to dla mnie najczystszy relaks...  Mały dreszczyk emocji - bo mieszając barwy, eksperymentując - przewidzieć koloru do końca nie sposób.... No i radość, gdy kolorem "wyczarowuje się" nowe, miłe dla oka. Ostatnio "pod barwnik" poszło nieco serwetek i koronek... Stały się lawendowe, fiołkowe, liliowe, modre, przydarzył się też cyklamen... Kilka nowych kolorów a dziesiątki nowych możliwości romantycznego ubierania stołu....
Kwiaty, świece - wprawiają mnie zawsze w dobry nastrój....
***
 Nie dla mnie gotowe zestawy... Wolę spontaniczną, romantyczną zbieraninę szkieł i porcelany.... i serwet...
***
 ***
***
***
 ***
 ***
 ***
 U nas śnieżność za oknem - co zawsze dodatkowo dopinguje do dopieszczania domu. "Jak ty domowi tak on tobie"....
xoxo, Alicja

czwartek, 3 stycznia 2013

My bedroom....

"Dom to przyjaciel, którego stwarzasz...."

Nasza sypialnia... Lubię jej nieco dekadencki klimat... Romantyczny vintage glamour...
Pościel zasłana czy nie - powinna wygladać jednakowo smakowicie!!!  Uwielbiam łóżko 'ubrane na cebulkę', relaks w takich otuleniach gwarantowany:))
Pełni  szczęścia dopełniają stary kryształowy kinkiet i żyrandol ...

Kiedy zobaczyłam jakiś czas temu tę fioletową narzutę w Elle Decoration, zakochałam się w tym romantycznym 'cukiereczku' od pierwszego wejrzenia.... po jakimś czasie okazało się, że można ją kupić za pół ceny...

Ale żadna narzuta by wiele nie zadziałała, gdyby mój mąż nie zrobił tego pięknego łóżka kilka lat temu....
Uwielbiam je tak samo jak w dniu w którym powstało i pewnie zawsze mi się będzie podobać....
I choć sypialnia czeka jeszcze na dekoracyjne "kropki nad I"  - delektuję się póki co jej wersją "pure"...
Ściskam Was już-styczniowo,
Alicja