środa, 29 czerwca 2011

20th Anniversary:))

Małżeństwo nie jest stanem, jest umiejętnością.
(Magdalena Samozwaniec)
Przedostatni tydzień czerwca jest zawsze dla mnie wyjątkowy - nadchodzi Lato, imieninuję, Majka urodzinuje i celebrujemy z D. rocznicę naszego Małżeństwa. W tym roku: sprawa szczególna - okrągło: 20 lat:))) Chyba sporo??:)) Stąd to (impulsywne nieco:)) wklejenie naszej fotografii, której autorem nasz pierworodny:)))) Co tu dużo mówić: małżeństwo to większa część mojego życia - dłużej już żyję z D. niż bez Niego. Ludwig Wittgenstein twierdził, że język wyznacza granice naszego świata - czego nie można opisać słowem to nie istnieje... Hmm... Może był kawalerem?? Są zjawiska, których nie oddadzą żadne słowa... Więc szepnę tylko zaklęcie: oby nasz Team był zawsze jak dobre wino - które z wiekiem: wciąż lepsze i lepsze...
xoxoxoxo, A.

czwartek, 16 czerwca 2011

Black Lilac Expedition:)

Teach us Delight in simple things
(Rudyard Kipling )
Im dłużej nie piszę postów - tym więcej się zbiera 'historii' i jeszcze trudniej dotknąć klawiatury, bo od czego tu zacząć? Ostatnich kilka miesięcy to prawdziwy kalejdoskop zwrotów akcji w stężeniu - jak dla mnie - wielce (chyba: zbyt) intensywnym. Więc zamiast reasumować, wyliczać radości i artykułować smutki: Czerwcowa Migawka z Bezobrania. Lato zaczęło się już dawno, nie oglądając się na kalendarz, więc chłonę jego wszystkie barwy, zapachy, smaki i tę energię, która jest w powietrzu wypełnionym ptasim śpiewem, promieniami słońca, ciepłymi kroplami deszczu, wiatrem... Spacerować, zaszywać się wśród drzew czy tańczyć na łące można by całymi dniami... I tak mało trzeba, aby zwykły spacer przerodził się na przykład w... Wielką Wyprawę Po Pięknie Pachnące Kwiaty Czarnego Bzu... , które "zaczarowane" w kuchni dadzą wspaniały aromatyczny syrop - antidotum na zimowe pociąganie nosem. Syropy z bzu to słodkie wspomnienie z dzieciństwa. Teraz wszystko zatoczyło krąg i jest to także obraz, który Majka zabierze w swoją przyszłość.Początek czerwca i piękny słoneczny dzień to najlepszy czas na Wyprawę po Bez. Kwiaty należy zbierać delikatnie, aby zachować na nich jak najwięcej drogocennego pyłku. W domu - rozkładamy nasze skarby, aby usunąć z nich owadzich mieszkańców, nie myjemy ich, by nie wypłukać tego co najbardziej wartościowe. Potem - nad naczyniem w którym będziemy przygotowywać syrop delikatnie odcinamy, usuwamy jak najwięcej łodygi, aby wyeliminować ewentualny gorzki posmak. Zalewa: 1 kg cukru + sok z 1 cytryny na litr wrzącej wody. Ja taką ilością zalewam 40 lub więcej baldachów, ale - wedle uznania - kwiatów może być mniej i też będzie całkiem aromatycznie. Całość przykrywam i po czterech dniach (podczas których pamiętam, aby zamieszać miskturą:))) - przefiltrowany złoty syrop wlewam do naczyń w których będzie czekał na zimę... Pasteryzowanie kończy dzieło. Jeśli macie jakieś inne przepisy wykorzystujące kwiaty czarnego bzu - dajcie znać - będę wdzięczna. Sama jestem na tropie Naleśników z Kwiatami Bzu... Oczywiście podczas naszej wyprawy nie mogło nie paść pytanie: "Mamo dlaczego mówisz 'czarny' skoro ten bez jest 'biały'??":))
Wkrótce Wyprawa Po.... Pokrzywy. Myślę, że będzie ekscytującą:))) Ciekawe kto pierwszy wpadnie w krzaki:??))) Ale tak naprawdę najwspanialszy plon naszych spacerów to wspólny śmiech i zabawa - i one są najlepszym lekarstwem na wszystko:)
Słodkie jak syrop pozdrowienia!
Alicja

środa, 4 maja 2011

Maja plays in the National Opera!

Dzisiejszy post to Maleńka Kronika Wielkich Wydarzeń z Życia Mai, zaledwie iskierka z ognia, który przez ostatnie tygodnie rozpalał serca całej naszej rodziny. Całości szczegółowo nie sposób zrelacjonować - ani zdarzeń ani emocji. Możecie to potraktować także jako przypowiastkę o tym, że marzenia się spełniają lub – tak chyba będzie celniej: że rzeczywistość potrafi przerosnąć marzenia. Trzeba się tylko otworzyć, dać z siebie co najlepsze, oczekiwać Dobrego a wtedy los zanucić może najpiękniejszą melodię jaką dotąd słyszeliście... Wszystko zaczęło się jeszcze podczas ferii zimowych – zostawiliśmy i fizycznie i w myślach stolicę kilkaset kilometrów za sobą i miało tak być, aż do dnia, gdy będzie trzeba wrócić do szkoły... ale Maja.... została zaproszona na spotkanie castingowe z reżyserem Mariuszem Trelińskim do Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. W przygotowywanej operze Pucciniego reżyser stworzył postać dziewczynki – małej Turandot. Maja przerwała wypoczynek, pożegnała się na dwa dni z babciami i pojechała do Warszawy. Jak się okazało – spodobała się reżyserowi. Już w marcu rozpoczęły się próby. Była to dla Mai niezwykła przygoda. Miała okazję stanąć na scenie z wieloma wspaniałymi artystami ('Tutandot' ma międzynarodową obsadę, jest koprodukcją z Teatro Comunale z Bolonii), zobaczyła jak wygląda „budowanie” spektaklu. Poznała Operę Narodową „od kuchni” a co najważniejsze zdobyła doświadczenia o jakich nawet nie marzyła – gdyż opera rzadko ma do zaoferowania role dla dzieci. Maja pokochała operę (cala nasza rodzina także). Czekała na każdą próbę z utęsknieniem. I nic w tym dziwnego, bo próby dostarczały niezwykłych doznań muzycznych i wzruszeń - nawet nam rodzicom. A udział w przedstawieniu nauczył Maję m.in. jeszcze większej samodyscypliny – gdyż praca ta wymagała czasami opuszczania szkoły – a wszystko trzeba było nadrabiać w wolnym czasie. Ostatni spektakl w którym Maja zagra małą Turandot w tym sezonie odbędzie się 26 maja. Opera wróci na afisz jesienią. A w styczniu planowany jest wyjazd na premierę światową do Bolonii. Trudno wymienić wszystkie pozytywy tego niezwyklego daru losu. Cieszę się, że Maja zobaczyła czym jest prawdziwa sztuka oraz z jaką pokorą pracują najwięksi - bez pracy nie ma kołaczy... Teraz sama jest silniejsza, trening czyni mistrza.... Majka uwielbia występować, nie ma w ogóle tremy - po prostu nie może się doczekać kiedy stanie na scenie ("choć serce samo z siebie jakos mocniej wali, mamo"). Tygodnie spędzone na próbach dały także nam inny wspaniały prezent: przyjaźń z rodziną K. I Maja zyskała nowe przyjaźnie - w spektaklach grają trzy dziewczynki (w każdym dwie: Turandot i Liu), jedną z nich - Wiktorię Kiszakiewich - możecie pamiętać ze wspaniałej roli w filmie "Jasne błękitne okna", gdzie jako kilkulatka brawurowo wcieliła się w postać córki Joanny Brodzik. Całemu zdarzeniu towarzyszyły także inne przygody: bankiet po premierze czy wywiad dla telewizji:) Opera 'Turandot' zbiera bardzo dobre recenzje - i nic dziwnego - jest to spektakl niezwykły - uczta dla uszu, oczu i serca.Godzinę przed spektaklem należy pojawić się w garderobie... Nakładanie peruki i makijażu - to wielka frajda dla Majki...
Już na scenie... Czy wyobrażacie sobie JAK bije wtedy moje serce?:)))
Wspaniały Charles Kim jako Kalaf:
Lilla Lee (Turandot) i Charlie Kim (Kalaf) i .... moja Majka:)
Ostatnia scena drugiego aktu: z panem Kazimierzem Pustelakiem - jednym z najwybitniejszych artystów powojennej sceny operowej w Polsce. Wielki zaszczyt.
Mnóstwo dobrej energii i radość, gdy wszystko poszło zgodnie z planem....
Ale przedtem na próbie: ostatnie poprawki reżysera...
Podczas owacji.... Z reżyserem Mariuszem Trelińskim... Dyrygent Carlo Montanaro, Majeczka i Wiktoria... Podczas próby: reżyser Mariusz Treliński, międzynarodowa gwiazda Francesca Patane (odtwórczyni roli Turanot), Kamen Chanev (Kalaf) i dziewczynki.... Bankiet po premierze... Sympatyczna pogawędka z Mariuszem Trelińskim i Edytą Herbuś...Nie pisałam zbyt o samej operze, to znajdziecie na stronie Teatru Wielkiego - Opery Narowej. Niestety od dawna nie ma już biletów..... Ale jeśli macie ochotę na poczucie klimatu: obejrzyjcie krótki, kilkuminutowy reportaż z przygotowań: TURANDOT na youtube. Co mogę powiedzieć na koniec? Całe wydarzenie odmieniło nas, otwarło na nieznane dotąd wartości, ale też wlało w serca pewną tęsknotę, bo gdy raz się zakosztuje takiej magii - chciałoby się w niej trwać i trwać i trwać.... Mam nadzieję, że to ziarno, które zasiało się w sercu Mai, będzie kiełkować i rosnąć tak, aby jako dorosła kobieta robiła na co dzień to co kocha, co ją pasjonuje i co jest po prostu piękne. Czego więcej może chcieć matka?
Alicja
P.S. Wielkie podziękowania dla Adama Kiszakiewicza za zdjęcia - jest autorem większości prezentowanej powyżej.

środa, 16 marca 2011

Everyday beauty...

The true mystery of the world
is the visible not the invisible.
(Oscar Wilde)

Kilka ostatnich dni było tak pięknie słonecznych...
Miałam wrażenie, że wraz z promieniami Słońca wlewa się przez okna Coś Więcej - magiczne prezenty od Wiosny - bo przebywając pośród tego Światła przybywało mi radości, dziecięcego entuzjazmu i chęci do działania.
Wszystko w tym Świetle - najbardziej powszedni przedmiot, najmniejszy drobiazg i to co 'opatrzone' stawało się na powrót piękne, jedyne w swoim rodzaju...
I była to swoista anamneza - bo przecież Codzienność jest piękna! I tylko my czasem pozwalamy, by nasze oczy i serca o tym zapomniały...
Przesyłam Wam wirtualnie bukiet róż - wraz z ciepłymi pozdrowieniami!!! I mam nadzieję, że już wkrótce znajdę czas, aby opowiedzieć Wam o tym co zajmowało (i zajmuje) głowy i serca całej naszej rodziny już od połowy lutego... Rzecz dotyczy Majki....
xoxo, Alicja

czwartek, 10 marca 2011

Find Your Lucky Amulet!

Jestem przeszczęśliwa, że moje Retro Charmy znajdą się na wspaniałych Targach Creativa w Dortmundzie. Zapraszam na stoisko B06 w Hali 6! I dziękuję Moim Dobrym Elfom - kochanym A & V dzięki którym to wszystko jest możliwe.
A Was wszystkich ściskam wiosennie!
xoxo, Alicja

piątek, 18 lutego 2011

Good Memories.... and my Invitation...

Dobre wspomnienia są najwspanialszym rodzajem bagażu. Tak lekkim i przepełnionym pozytywną energią, że potrafią "unosić" nas nad ziemią zamiast przygniatać ku niej ( co z łatwością czynią materialne przedmioty, gdy zgromadzą się w nadmiarze).

Dobre wspomnienie wywołane z pamięci jest jak lekki wiatr, który nieodmiennie popycha w Krainę Dobrego Nastroju. To także świadectwo, że pięknie potrafiliśmy być w teraźniejszości, bo przecież kiedyś były naszą Aktualnością, naszą Rzeczywistością.
I choć wolę trenować się w byciu "tu i teraz", celebrawaniu momentu w którym właśnie zanurza mnie los (zamiast trzymać się przeszłości lub wybiegać w przyszłość) - dobra energia wspaniale przeżytych chwil (dni, tygodni, lat...) potrafi być idealnym paliwem dla naszych działań, potrafi być inspiracją, a kiedy trzeba - przypomnieniem, pocieszeniem

Jednym z magicznych miejsc, które nieodmiennie przyciąga mnie swoją wibrującą energią są okolice bazarów Chinatown w Bangkoku....
Powroty we wspomnieniach przeplatają się z tymi realnymi...
Pierwszy raz zawitaliśmy tam późnym wieczorem, gdy zgiełk metropolii był już tłem dla odgłosów i obrazów tak charakterystycznych dla końca dnia. I wszystko przepajał już ten inny, spokojny - zwiastujący noc - rytm.
Wąskie uliczki spowijał coraz większy mrok i intuicyjne wędrowanie nimi - bez mapy i bez planu - miało wiele magii...
Naszym jedynym celem było nasycenie się tą atmosferą - bez przymusu dotarcia do jakiegokolwiek celu. Celem było Smakowanie Chwil.Tylko tutaj w Chinatown odkrywam radość przebywania w tłumie (nie ma go na zdjęciach, bo nie lubię wtedy używać aparatu). Myślę, że to zasługa energii, którą tworzą uśmiechnięci, zadowoleni ze swej codzienności ludzie.
Wiem, że życia mi nie starczy, by zakosztować wszystkich smaków i aromatów tego miejsca. Ale czy to źle?
Świadomość, że ciągle czeka (tam) na odkrycie kolejny skarb działa jak najwspanialszy magnes...
Także Majka pokochała to miejsce od pierwszej swojej wizyty. Jedyne przed czym czuje jeszcze opór to potrawy, które w niczym nie przypominają jej tego co zna. Jednak - cóż -pewnego dnia pewnie przejdzie metamorfozę - wszak należy do rodziny, która szerokimi łukami omija podczas wojaży "bezpieczne restauracje dla europejskich turystów" i cieszy się odkrywaniem, smakowaniem potraw w miejscach w których robią to tubylcy.
Kocham Azję za jej duchowość, bezpretensjonalność, piękno i kuchnię. Mogłabym tutaj mieszkać i nie wykluczam, że tak właśnie kiedyś będzie....
(zdjęcia: Bangkok 2008, 2009)
Pozostawiam Was do następnego razu z zaproszeniem do obejrzenia cyklu "Jak zrobić film", który wyemituje w nadchodzącym tygodniu TVP KULTURA. Grupa młodzieży pod skrzydłami Pawła Łozińskiego będzie usiłowała nakręcić remake filmu "Gadające głowy" Krzysztofa Kieślowskiego. Będzie do pretekst do omówienia kolejnych etapów tworzenia filmu w ogóle. Każdy odcinek ma nie więcej niż kilkanaście minut. A moją prywatną radością jest udział w tym sympatycznym przedsięwzięciu mojego kochanego synka Jakuba. Zapraszam:))
Poniedziałek (21.02.2011), godz.18:05 // „Jak zrobić film” - Scenariusz - odc.1
Wtorek (22.02.2011), godz.18:01 // „Jak zrobić film” - Kamera i mikrofon - odc.2
Środa (23.02.2011), godz.18:00 // „Jak zrobić film” - Dokumentacja - odc.3
Czwartek (24.02.2011), godz.18:00 // „Jak zrobić film” - Zdjęcia - odc.4
Piątek (25.02.2011), godz.18:05 // „Jak zrobić film” - Montaż - odc.5
Sobota (25.02.2011), godz.18:15 // „Jak zrobić film” - Premiera - odc.6
Wspaniałe wyzwania jakie zesłał mi los w związku z moimi twórczymi pasjami - sprawią, iż w nadchodzących dnia nie będę miałą możliwości pisania tutaj - ale to zawsze tak jest: jeśli nie piszę to dlatego, że nie mam kiedy a nie dlatego, że nie mam o czym. Jeśli możecie - trzymajcie kciuki:) Myślę o Was ciepło i dziekuję za każde odwiedziny!
Smakujcie Chwile!
Alicja
P.S. Special thanks & hugs to all my lovely followers. Almost 500 kind souls! I feel so blessed! I know that Polish isn't international language - so I appreciate your being here twice!! Much love to you!