czwartek, 19 kwietnia 2012

Happy scraps of my days...

Think big thoughts,
but relish small pleasures....
/H.Jackson Brown Jr./
Motto idealne na dzisiejszego posta... Jeśli Życie jest Wiosną ( w kwietniu nie myślisz inaczej:)))) - to wszystkie małe przyjemności są jak przebiśniegi, krokusy czy konwalie na łąkach naszych dni... A ja z tych, którym najmniejszy bukiet już wielką radością...
Być w miejscu, które kocham... Móc robić to co kocham... Dom i moje małe wielkie pasje - to po Rodzinie i tlenie najważniejsze paliwo dla dobrego życia:))
Drobna przyjemność i Wielka Myśl w symbiozie: Płynąc na fali dobrej energii którą szczodrze rozsiewa wiosna w końcu stworzyłam retro charmy z moją mantrą. Om mani padme hum. Lubię w trakcie dnia takie małe 'dzwoneczki uważności' - zatrzymać się na chwilę i pomyśleć co jest sednem, co jest Źródłem... Charm z mantrą choć dźwięku nie wydaje wspaniale sprawdza się tej roli... Jedna z zawieszek będzie prezentem dla J., który od lat służy mi radą odnośnie wartościowych lektur i zawsze jest wspaniałym partnerem w rozmowach o tym co ważkie i piękne, można z nim i o poezji i o buddyzmie, o Wszystkim... J. - chyba tutaj nie zaglądasz? Gdybyś jednak - to wielkie dzięki raz jeszcze za wielkanocny prezent - zaklinacz deszczu urzekł cała naszą familię:) Jak wiosna to motyle... Mój - złapany na zimowej wyprzedaży już wyfrunął z szafy... Torby to niestety jedna z moich słabostek... A w pewnym sklepie to z pewnością mnie hipnotyzują, bo zdarza się, że jednorazowo kupuję dwie.... Zawsze wiosny w sercu życząc posyłam Wam uś(miechy & ciski)!
xoxo, Alicja
P.S. Tak, poduszki 'Keep Calm & Carry On' w klasycznej wersji linen/white i linen/black przybyły. Do ArteEgo.

piątek, 24 lutego 2012

The end of carnival.... at home, at studio...

Some people are always grumbling because roses have thorns,
I'm thankful that thorns have roses.
(A.Karr)
Majeczka zakończyła karnawał swoistym Pas de soubresaut - skok miał być na miarę nagrody w konkursie tanecznym, niestety pomocy musielismy szukać u chirurga... Ironią losu było to, że dla szkolnego baliku zrezygnowała z zajęć akrobatyki, gdzie wykonuje wiele naprawdę skomplikowanych skoków np. salta w tył... Jednak my z tych u których szklanka do połowy pełna, więc dziękujemy niebiosom , że złamanie bez przemieszczenia, że nie ma żadnych komplikacji, a dodatkowy wspólnie spędzany czas w domu traktujemy jak prezent...
Chciałbym Wam dzisiaj pokazać kilka 'kreacji', które nie są klasycznymi charmami... Sacred box - jak lubię nazywać to pudełeczko to coś w rodzaju retro charm 3D - ma głębokość 1 cm. Traktuję je jak amulet, sam jego widok poprawia mi nastrój, więc lubię mieć je zawsze przy sobie... Mam nadzieję, że czas pozwoli i będę mogła takie skrzyneczki mieć w ofercie dla zainteresowanych. Kolejne nowe realizacje to krucyfiksy... Czas w końcu pozwolił i z 'zapisków w zeszycie pomysłów' przeistoczyły się w realne przedmioty... Myślę, że to początek zupełnie nowej przygody... Póki co żegnam się z Wami kilkoma fotografiami z 'miejsca pracy' o którym nigdy nie myślę jak o miejscu pracy:)) Pastelowe, pudrowe barwy pachną mi wiosną, a ostatnia wizyta w operze, gdzie obejrzałyśmy z Mają balet "Bajadera" pełen niesamowitych 'hinduskich' tonacji barwnych tylko upewniła mnie, co do zmian kolorystycznych jakie planujemy w domu... Zaczęłam dziś smutnawo, więc przynajmniej skończę w zupełnie innym nastroju: jestem wieeeelce szczęśliwa: Kuba został jakiś czas temu stażystą - asystentem reżysera u mojego mistrza Wojtka Smarzowskiego na planie jego nowego filmu 7 dni. Wiem, że wiele się tam nauczy. "Wesele", "Dom zły" i "Róża" to dla mnie czołówka jeśli chodzi o rodzimą kinematografię.
Dobrego, słonecznego weekendu -
Alicja

środa, 18 stycznia 2012

Peaceful day at my studio....

"Doing what you like is freedom...
Liking ( loving!!!) what you do is happiness..."
Zeszły rok był bardzo szalony - zamiast '2011' mogłabym wpisywać słowo 'rollercaster' - wielkie wzloty i wielkie przygnębienia... Mam nadzieję, że ten nowy pakiet dwunastu miesięcy będzie obfitował we wzloty z domieszką błogich spokojów... (spokoje z domieszką wzlotów też mogą być...:) Nie jestem wymagająca wobec losu, cieszę się każdym drobiazgiem, a jednym z moich marzeń jest, aby było więcej takich dni jak dzisiaj - kiedy mogę zaszyć się w mojej maleńkiej 'pracowni' na cały dzień i tworzyć.Nastrojowe światło, ukochana muzyka, aromat gorącej herbaty i ta nieśpieszność... Uwielbiam to i potrzebuję tego... Polatać na skrzydłach, które rosną kiedy robi się to co się kocha... Te kilka fotografii to fragmenty wizualnego pamiętnika, zapiski z dzisiejszego dnia... Pierwszą zawieszkę Keep Calm & Carry On zrobiłam kilka lat temu, tym razem jest bardziej klasycznie. Więcej fotografii znajdziecie na moim drugim blogu: Retro Charm Garden. Keep calm & be happy!
xoxo,
Alicja

wtorek, 17 stycznia 2012

Enchanted moment...

Przyjaciel - choćby nie wiem jak daleko - jest zawsze blisko. W sercu. Odległość tysięcy kilometrów jest niczym w porównaniu z niekończoną głębią przyjacielskiej duszy. (A.L.Aya) Niech Was nie zwiodą kolory... To zdarzyło się dzisiaj a nie grudniową porą... I właśnie dlatego radość jest podwójna a zaskoczenie potrójne!!! Zaniemówiłam i tyle! Nie wiem czy wierzycie w więcej niż szkiełko i oko, ale wyglądało to tak: mąż spytał mnie co słychać u mojej przyjaciółki Debohry, minutę(!) później zadzwonił do dzwi listonosz - i wręczył Dariowi przesyłkę od D.- morze prezentów, a niedługo potem nadszedł mail od Niej. No przecież nie mogła wiedzieć, kiedy jej podarunki do nas dotrą zza oceanu! Myślę, że jest Wróżką:))
Część z kilkunastu pięknych zawiniątek musi podrzemać jeszcze w pudełku - są dla Mai, a ona już wyjechała na ferie... Będą osłodą powrotu do szkoły:) Ja czuję się dzisiaj bajecznie, bo to czym zostałam obdarowana rozpieściłoby nawet księżniczkę! Wszystkie dekoracje i upominki znajdą się wkrótce na swoich nowych miejscach w moim domu. Już się nie mogę doczekać, gdy odmienię wiosennie kuchnię! Wspaniałe handmade-owe rękawice jeszcze dziś zabiorę na spacer, lawendowe woreczki już powędrowały do sypialni... Najpiękniejsze w tych prezentach to oczywiście pamięć, czułość gestu, przyjaźń i serdeczność - móc je otrzymywać to prawdziwy skarb.
Deborah, z głębi serca dziękuję!!!!! Wzruszyłaś mnie bardzo!!!
xoxo, Alicja

piątek, 13 stycznia 2012

Her Highness Tea...

" Jej zielony odcień uosabia całą naturę. Gdy zamykam oczy, widzę wewnątrz mojego serca zieleniejące stoki gór i krystaliczną wodę. Kiedy siedzę samotnie w ciszy, popijając herbatę, czuję, że natura staje się częścią mnie. Kiedy piję herbatę z innymi, oni, herbata i natura również stanowią jedno." (Soshitsu XV) Małe przyjemności tego świata sprawiają, iż jest on wielki:) Cały czas ćwiczę się w uważności, w cieszeniu się na codzień tym co niby oczywiste, niby zwyczajne... Na przykład.... herbata.... Jej aromat, smak, ciepło to coś więcej niż kilka liści plus woda... 'Herbaciątkiem' byłam od dziecka. Nigdy nie pokochałam kawy. Kiedy podróżuję - oczywiście szukam lokalnych herbacianych szlagierów... - niekiedy zupełnie bezradnie i zdając się na los np. wśród dziesiątek gatunków na bazarze w chinatown, gdzie sklepikarze z uśmiechem kiwają głowami, lecz nie znają angielskich słów... Lubię odkrywać gotowe kompozycje (co powiedzielibyście na herbatę z... algami morskimi?) i równie chętnie eksperymentuję tworząc własne, w domu... Wspaniałym odkryciem są dla mnie indyjskie herbaty... - Maja śmieje się, że to bardziej wyrobione siostry bawarki. Nie ma dnia bez ukochanej "masala/spiced tea" w skład której wchodzi zawsze całkiem sporo przypraw. Kiedy w filiżance spotkają się nasiona anyżu i kardamonu, zielony kardamon, cynamon, imbir, goździki i ..... czarny pieprz - życie nabiera jeszcze więcej smaku:)

Dobra herbata jest jak przyjaciel - uspokoi lub orzeźwi, ogrzeje, wprawi w dobry nastrój, dostarczy radości.... i zawsze wspiera nasze zdrowie...
Niech w ten weekend nie braknie Wam wspaniałych chwil w towarzystwie ulubionej herbaty:)
xoxo, Alicja
P.S. Osobnym postem mogłaby być opowieść o ulubionych filiżankach, kubkach, szkłach wszelakich, które zawsze dopełniają całości rytuału... Np. pękaty skarb vintage z angielskim rodowodem - kubek sprzed trzech dekad (fot.5) z wizerunkami księcia K. i lady D. - być może dowód, iż krucha porcelana bywa trwalsza niż ludzkie namiętności...

wtorek, 10 stycznia 2012

Mistletoe Chandelier.

New Year motto:
'To accomplish great things,
we must not only act, but also dream,
not only plan, but also believe'
(A.France)
Kochani, życzę Wam, aby 2012 był skrojony na miarę Waszych marzeń i oczekiwań, niechaj nie braknie w nim także najpiękniejszych niespodzianek, wspaniałych zrządzeń losu, które przyniosą Wam więcej niż się spodziewaliście. Obyśmy byli otwarci na każdy przejaw dobra i dostrzegali cuda w tym co pozornie najzwyklejsze, bo każdy z nas ma tysiące powodów do radości, wdzięczności i zachwytu. Codziennie. Nie warto ich ignorować!
I ja z nadzieją wchodzę w nowy rok. Nastąpi w nim wiele zmian, których oczekuję, które planowane były od dawna. Tych mniej ważnych (acz także miłych) i tych ważkich wielce, "kamieni milowych" w życiu naszej familii:))) Mam nadzieję, że wszystko się uda! I będę mogła podzielić się i z Wami tymi radościami...
W wigilijny poranek Mój Drogi Mąż wyczarował dla nas żyrandol z jemioły. Wykorzystał miejsce przygotowane na punkt świetlny, więc odpadł "problem szpecącego kabla", wszystko załatwia kontakt w ścianie - pstryk i od razu przyjemniej i najbardziej chmurny dzień niestraszny, gdy rozbraja go magiczny urok światełek... Żyrandol zostanie u nas na dłużej, bo z nim jest jeszcze przytulniej.... ( i całuśniej:)))).
Ściskam Was mocno!
Jemiołolubna A.

czwartek, 22 grudnia 2011

December days...

Tylko od ciebie zależy czy także dzisiejszy dzień, z pozoru zwykły czy nijaki będzie twoim świętem... Nie pozwól się zwieść pozorom.... Nigdy.
(A.L.Aya)
O specyfice grudnia mogłabym napisać elaborat, ale... nigdy nie ma aż takiego deficytu czasu jak w grudniu.... więc nie dołożę sobie takiego zadania tymbardziej, że tyyyyyyle jeszcze do zrobienia..... Grudzień to miesiąc w którym wodzą mnie na pokuszenie wszystkie piękne świąteczne fotografie z zagranicznych blogów... ale jednak czekam - tak jak to było u mnie w domu i wszystkich innych znajomych domach - z dekorowaniem domu i ubieraniem choinki (co jest symbolicznym "przecięciem wstęgi" pomiędzy czasem zwykłym a magicznym) do Wigilii - po prostu bliższy jest mi podział: "przygotowanie - świętowanie" (coś jak: najpierw kąpiel, potem make-up:)) Choć... pierwsze gałązki- zwiastuny zostały wetknięte tu i tam.... W tych dniach los nie oszczędził mi niezwykłych podarków - w skrzynce na listy czekały dwie zaskakujące przesyłki (pisnę jeszcze słowo o nich wkrótce), a Mama posłała mi (nam:)) kilkukilogramową paczkę ze świątecznymi ciasteczkami - a jest Mistrzynią Świata Ciasteczek (kiedyś była nią też Babcia). Wczoraj TVP - tym razem na kanale Kultura - pokazała film Jakuba, a jutro będziemy spozierać na kolejne ekranowe działania Majki - tym razem pojawi się w 'Klanie' (TVP1, 18.00) jako Andżelika... No i uprzytomniwszy sobie te miłe dary losu, uzbrojona w dodatkowe pokłady dobrej energii - wracam do sprzątania...
Pozdrawiam Was przedwigilijnie -
Alicja

środa, 14 grudnia 2011

Monique... Merci!

Let us be greatful for people who makes us happy,
They are the charming gardeners who make our souls blossom.
(Marcel Proust)
Mnóstwo, mnóstwo bieżących spraw, sprawunków trzyma mnie w ten grudniowy czas nieco z dala od bloga... Ale na "dziękuję!!!" chwila musi się znaleźć, bo inaczej byłby to znak, że z pewnością mknie się w złym kierunku i nieakuratnym tempie... Wczorajszy dzień był taki trochę słono-gorzki, jeden z tych które niespecjalnie trzeba zapamiętać... - lecz parafrazując przysłowie: nie gań dnia przed nadejściem księżyca... Ktoś osłodził go na dobranoc bajecznie...
Wieczorem pojawił się listonosz z paczką- niespodzianką urodzinowo-świąteczną od mojej Kochanej Monique, którą świetnie znacie z bloga HomeAbout. Ciepły gest Mimisi odczarował mój nastrój.... bo poczułam ile serca, przyjaźni i serdeczności zapakowała razem z wszystkimi cudnymi prezentami...
Piękne stare świeczniki choinkowe idealnie wpiszą się w tegoroczny pomysł na dekorację naszego drzewka... Kiedy odpakowałam zestaw tacek i podstawek zaniemówiłam... Uwielbiam te złocone, niezwykle malownicze drewniane cudeńka i kolekcjonuję te skarby.... Nie zabrakło wśród niespodzianek słodkości dla Majki oraz aromatycznej herbatki, która nie tylko będzie delicją dla podniebienia, bo jest oczywiste, że zawsze kiedy ją zaparzę wspomnę ciepło wczorajszy dzień, Twój czuły gest Monisiu i uśmiechnę się myśląc o Tobie!

Dziękuję Kochana, dziękuję, dziękuję!!


Tylko magicznych grudniowych dni dla Was wszystkich!
xoxo, Alicja

sobota, 19 listopada 2011

Nesting.... Oh I love it....

"A house is made of walls and beams,
but a home is built wit love and dreams"
-author umknown
Uwielbiam sobie "pogniazdować".... "podomować"..... Za oknem niech się dzieje co chce... A tu cicho, miękko, ciepło... Tak spokojnie... Tak wygodnie.... Tak bezpiecznie.... Nigdzie się nie śpieszę.... I myśli też nigdzie nie mkną... Jestem Tu i Teraz... Jest tylko ta chwila, to miejsce i ja....
Wygodny fotel, a najlepiej dwa.... Coś musi służyć za podnóżek...:))))
Ulubione drobiazgi i kwiaty w zasięgu wzroku....
Miękkie poduchy... Dużo poduch... I ciepła narzuta.... Dla mnie: raj....
To prawdziwe błogosławieństwo móc celebrować takie momenty w których czas zamiera... Wokół pachnie cynamonem... Głęboko oddycham.... Wszystko jest na swoim miejscu..... Jestem wdzięczna losowi i szczęśliwa... Tak po prostu....
Dobrego weekendu, wypełnionego tym co uszczęśliwia Was najbardziej!
xoxo, Alicja

środa, 16 listopada 2011

Victorian Lady in the kitchen...

"The Angel (!) is in the detail."
(almost Wendy Sherman:))
Ostatnio w kuchni czekała na mnie niezwykła niespodzianka... Mój drogi mąż jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienił miejsce przyrządzania posiłków -wymyślił, kupił i zamontował piękną wiktoriańską baterię...
Jeden dekoracyjny element a klimat już zupełnie inny.... Jestem pewna, że to nie diabły a anioły tkwią w szczegółach... (nie tylko w tych namacalnych jak wiktoriańska piękność:))), ale we wszystkim z czego utkane są nasze dni... I jeśli umiemy się nimi cieszyć każdy wtorek, piątek, czerwiec czy listopad stają się piękniejsze... Bo Życie stworzone jest z 'drobiazgów' - radosny śmiech dziecka, dobre słowo, gorąca herbata z cynamonem, słoneczny promień wędrujący parapetem, zapach wanilii, smak chilli, ciepły koc, ulubiona książka - wszyscy mamy swoje własne listy prawdziwych skarbów.... I choć rutyna codzienności usiłuje odebrać im ich moc tylko od nas, od naszej uważności zależy czy oddajemy jej w bezmyślne władanie siebie i nasz świat. Tę chwilę w której teraz jesteśmy zanurzeni. Nie warto. Bo tylko ona istnieje i nigdy nie przyjdzie do nas ponownie.... Rozejrzyj się wokoło jakim świat jest cudem...
Mnóstwo słońca dla Was wszystkich!
xoxo, tańcząca w kuchni Alicja

środa, 2 listopada 2011

My son's film on TV!!!!!

Kochani!!!! Z wielką radością i dumą zapraszam Was do obejrzenia filmu dokumentalnego, którego twórcą jest mój kochany syn Jakub. Dokument ten zdobył już sześć głównych nagród na festiwalach a teraz pokaże go TVP 2 w cyklu 'Polska bez fikcji': zasiądźcie przed telewizorami 7 listopada o 19.25 i obejrzyjcie "Getto Gospel". Tych z Was, którzy mają ochotę dowiedzieć się czegoś więcej zapraszam do obejrzenia 6 listopada o 22.05 programu 'Kocham Kino' - gdzie Grażyna Torbicka wypyta Jakuba o to i owo:))))
Nie ma nic piękniejszego niż patrzenie jak nasze dzieci spełniają swoje marzenia - a Jakuba pasją jest film, reżyseria. Obecnie Kuba studiuje w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy oraz jest wolnym słuchaczem w Łódzkiej Szkole Filmowej. Jest też najmłodszą osobą, która otrzymała dotację na swój projekt filmowy w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej.

Synku, jestem z Ciebie dumna:)) Tak trzymaj
6 listopada TVP2, godz.22.05 - 'Kocham Kino'
7 listopada TVP2, godz.19.25 - 'Getto Gospel' - reż. Jakub Radej
Pozdrawiam Was szczęśliwa mama -
Alicja
P.S. No i 'przyszła kryska na Matyska': będziemy musieli podłączyć odbiornik TV na te dwa dni...

sobota, 29 października 2011

Mango Lassi - Miss Maja Delicious Drink...

Moje upodobanie są proste: zadowalam się tym co najlepsze.
(Oscar Wilde)
W dalekiej, ciepłej, uśmiechniętej Azji nasza rodzina zakochana jest od dawna.... To tam nasze serca i zmysły znajdują najlepszą strawę... I po tym krótkim wstępie zabieram Was z powrotem do Warszawy:))) - gdzie kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy na dobre niesamowicie smakowitą przygodę z kuchnią hinduską. Najpierw były 'rekonesansy' w hinduskich lokalach, odkrywanie, kosztowanie, zachwycanie się smakami, zapachami i kolorami i ... dość szybka refleksja, że czas zacząć pichcić te cuda w domu. W kuchni hinduskiej urzekło mnie to, iż łączy dwie podstawowe cechy jakie moim zdaniem jedzenie mieć musi: dania powinny być smakowite i zdrowe. I tutaj to odnalazłam w 200%.... Nie ma tutaj glutaminianu sodu, ani niedobrych E. Są za to dziesiątki (!) przypraw (które nie tylko dają niesamowity aromat, ale mają także właściwości lecznicze). W wydaniu hinduskim polubiłam omijane przez lata ciecierzycę, soczewicę, wszelkie fasolki.... A co najważniejsze zajadają się nimi z radością (!) moje pociechy... Pewnie wrócę tutaj do tego tematu nie raz, bo "hinduskie gotowanie" daje mi sporo radości... A dziś na zachętę - dla tych z Was, którzy jeszcze nie smakowali hinduskich smakołyków a są ich ciekawi - jako preludium do egzotycznej kuchennej przygody: Mango Lassi. Nie wiem czy istnieją bogowie na jakichkolwiek Olimpach, ale istnieje boooooooski napój i oto on. Zdrowy i zachwycająco smakowity, robicie go w mig. Jako rekomendację (zwłaszcza dla Mam dzieci 'niejadków') zdradzę, że Majka spija nawet 1 litr dziennie, więc warto spróbować podsunąć go Milusińskim. Wszelkim sklepowym jogurtom ze skrobią modyfikowaną i innymi 'pułapkami' mówimy: nie. Proporcje wycyzelował Dario, ale traktujcie je luźno i znajdźcie swój najlepszy smak. Owoce mango zastąpiliśmy pulpą mango, którą znalejdziecie w hinduskich sklepikach. Dlaczego - nie trzeba tłumaczyć: owoce mango z polskich sklepów nie przypominają w niczym mango, zrywane jeszcze nie dojrzałe, spryskane chemią by mogły przeżyć międzykontynentalną podróż... Gdybym była w Indiach użyłabym oczywiście świeżych owoców... (wszystko przede mną:))) A póki co:
MANGO LASSI:
150 ml pulpy mango
100 ml gęstego jogurtu
200 ml mleka
szczypta świeżo zmielonego kardamonu
my dosładzamy to jeszcze łyżeczką fruktozy (ale może być cukier)
Smakowitego weekendu,
xoxo, Alicja