"Dom to przyjaciel, którego stwarzasz...."

Nasza sypialnia... Lubię jej nieco dekadencki klimat... Romantyczny vintage glamour...

Nasza sypialnia... Lubię jej nieco dekadencki klimat... Romantyczny vintage glamour...
Pościel zasłana czy nie - powinna wygladać jednakowo smakowicie!!! Uwielbiam łóżko 'ubrane na cebulkę', relaks w takich otuleniach gwarantowany:))
Pełni szczęścia dopełniają stary kryształowy kinkiet i żyrandol ...

Kiedy zobaczyłam jakiś czas temu tę fioletową narzutę w Elle Decoration, zakochałam się w tym romantycznym 'cukiereczku' od pierwszego wejrzenia.... po jakimś czasie okazało się, że można ją kupić za pół ceny...
Pełni szczęścia dopełniają stary kryształowy kinkiet i żyrandol ...

Kiedy zobaczyłam jakiś czas temu tę fioletową narzutę w Elle Decoration, zakochałam się w tym romantycznym 'cukiereczku' od pierwszego wejrzenia.... po jakimś czasie okazało się, że można ją kupić za pół ceny...

Ale żadna narzuta by wiele nie zadziałała, gdyby mój mąż nie zrobił tego pięknego łóżka kilka lat temu....
Uwielbiam je tak samo jak w dniu w którym powstało i pewnie zawsze mi się będzie podobać....

I choć sypialnia czeka jeszcze na dekoracyjne "kropki nad I" - delektuję się póki co jej wersją "pure"...

Ściskam Was już-styczniowo,
Alicja

Historia boutis wiedzie prosto do Prowansji... To tam, w Marsylii już kilka wieków temu powstawały pikowane cuda znane także jako marseillais pique. Ale korzenie tej charakterystycznej dla południa Francji sztuki znajdują się... na Sycylii, gdzie znaleziono najstarszy boutis przedstawiający Tristana i Izoldę tzw. Tristan Quilt pochodzący z XIV wieku (i to także stamtąd przybywały szwaczki do słynnego marsylskiego portu...)
Oczywiście dzisiejsze boutis są inne, bo zmienia się wszystko - człowiek, warsztat i sposób jego pracy, potrzeby oraz trendy a pikowane narzuty wspaniale wpisały się już dawno także w angielski, skandynawski i amerykański styl.
Pamiętam swoje młode lata, kiedy otaczeni byliśmy w Polsce siermięgą dekoratorską, nie było nic lub było i straszyło... Już wtedy na liście moich marzeń była piękna narzuta boutis... I choć wiele dekoracji robiłam sama na narzutę nie miałam śmiałości...
Do dziś się nie wyleczyłam z tej mojej małej miłości do b., tymbardziej, że jestem pożeraczem lektur wieczorową porą - a wtedy nie ma lepszego towarzystwa jak cicho-cisza-sza, dobra herbata z plastrem cytryny i COŚ do otulenia...
Odnosząc zdanie W.Morrisa do bohaterek dzisiejszego posta - można powiedzieć z ulgą i zadowoleniem: i użyteczne i piękne. I gdyby te cechy posiadał każdy domowy przedmiot...
Pewnego dnia koniecznie muszę odwiedzić La Maison de Boutis - muzeum boutis w Calvisson, wiem, że będzie to piękną lekcją historii (pasjnują mnie stare warsztaty, narzędzia, techniki) i znakomitą inspiracją... A potem...własnoręcznie wykonany boutis... To będzie coś!!!
(narzuty i poduszki na fotografiach pochodzą z