piątek, 5 lutego 2010

Sweet Vintage Trinkets...

Uwielbiam sposób w jaki stare szkło "czaruje" rzeczywistość... Tym razem pod ulubionym kloszem znalazły się najnowsze Retro Charmy z inicjałami. Nie zostaną ze mną długo, więc póki co cieszę oko dekoracją...Wyjątek stanowi 'A' - od razu dołączyłam tę zawieszkę do pozostałych moich 'skarbów' na łańcuszku... Bardzo lubię ten swój naszyjnik i traktuję jako amulet... Co prawda nie połyskuje żadnym świecidełkiem, ale w symboliczny sposób - i poprzez formę i poprzez treść, wyraża mnie. I charakteryzuje - nie gorzej niż info w dowodzie osobistym...
Nietopniejącego spokoju i radości w weekend!
Alicja
P.S. Zawieszki można zawawiać także w Arte Ego.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Passion & Love

Kiedy rozważam cud istnienia moich dzieci to zawsze mam wrażenie, że to jak zanurzanie się w paradoksie czasu. Jakub - niemal wczoraj jeszcze maleńki, dziś już większy ode mnie. Wyższy ode mnie, ale nadal moje małe dziecko przecież. Tak niedawno/dawno bal w przedszkolu a tydzień temu studniówka... Nie obejrzę się a w ten sam sposób wspominać będę to co dziś, jutro, za tydzień...Dorosłe życie dzieci to nie tylko wypadkowa tego co przed nimi odkryliśmy, do czego ich zachęciliśmy, co w nich rozbudziliśmy. Niemniej - jako matka chyba nietypowa jak na nasze czasy - nigdy nie rozbudzam w nim "ambicji", nie ustawiam go do żadnego wyścigu, bo jestem przekonana, że takowy nie może przynieść Szczęścia. Najważniejsze, aby robił to co kocha, aby miał pasję i wrażliwość. Jeśli stanie się to jego zawodem - to cudnie. Jeśli nie, to przynajmniej będzie miał w sercu coś co sprawi, że po przyjściu z pracy nie będzie realizował modelu "kapcie i telewizor", tylko zajmie się czymś co będzie sprawiało mu radość - swoim hobby. Dla mnie to najważniejszy obowiązek rodzica - zaraz po duchowym uwrażliwianiu - pozwolić spróbować czego tylko się da - od gry na gitarze poprzez bieganie, wycinanki, po ....., by pomóc dziecku nie tylko znaleźć własną pasję ale i odkryć z nim, że ta pasja to jego prawdziwy skarb. Skarb, którego wartość nie płynie jedynie z zadowolenia i radości jakie daje oddawanie się owemu zajęciu, ale dodatkowo pozwala także poznawać świat, nowych ludzi oraz stale się rozwijać.
Fotografia powyżej - niemal wczoraj:)))) - Kuba przyjmuje gratulacje od Wisławy Szymborkiej, po występie w przedstawieniu w którym odegrał młodego Kornela Filipowicza - osobę ważną w życiu w noblistki.
I realne wczoraj: co za honor - spotkać w takich okolicznościach reżysera Andrzeja Wajdę: nasza rodzina przeżyła bardzo miły i szczególny wieczór. Kuba ukończył Przedszkole Filmowe przy Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy - jesteśmy na pokazie etiud filmowych podsumowującym rok. Kuba także prezentuje przed mistrzem swój film.
.... I gdyby tak mój synek jeszcze sprzątał solidnie swój pokój.... Ale przecież nie ma ideałów:)))))
Dobrego tygodnia, wypełnionego serdecznością!
Alicja

piątek, 22 stycznia 2010

Nice everyday...

I styczeń już odbił na dobre od 2009.... Płynie dwudziesty drugi dzień przez biel (a każdy jej płatek jedyny i niepowtarzalny czy to nie cuda?).
Dni powolutku się wydłużają... Coraz więcej światła... a w nim tak do twarzy codzienności, że chce się tych promieni więcej i więcej... Spokojnie czekam na kolejne odsłony tego teatru przyrody... a kiedy słońce wypełnia cały dom... choćby na kilka minut... jak wczoraj, jak dzisiaj - wszystko wydaje się być pięknie lśniącym klejnotem... Pożegnanie ze świątecznymi ozdobami... Te na żyrandolu jako, że pięknie komponowały się z Panią Zimą i Panem Mrozem za oknem - ostały się najdłużej... Ale i na nie już czas... Panta rhei...
A w Arte Ego trwa wyprzedaż wyrobów świątecznych. Premiowana darmowymi woreczkami wypełnionymi naturalną lawendą! Macie ochotę? Serdecznie zapraszam! Wystarczy kliknąć w poniższy obrazek:
Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe życzenia i wizyty tutaj.
Niechaj ten weekend i nadchodzący tydzień będą dokładnie takie jak chcecie. Wszystkiego dobrego!
Alicja

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Bonne année!

Aniele Boży Stróżu mój
kiedy zasypiam nachyl się nade mną
odmuchaj z księżyca
zasłaniaj rękami przed złem -
opowiadaj
o mokrym ryjku gwiazdy
o tym że niebo jest jeszcze całe
(J.Twardowski)

Wierzę, że za Wami piękne, pełne spokoju i radości Święta. I taki niech będzie także nadchodzący rok - czego z głębi serca Wam życzę! Niechaj każdego z nas strzeże mądry Anioł, niechaj każdy z nas ma swoją dobrą gwiazdę i niebo łaskawie obdarowujące miłością, mądrością, zdrowiem i inspiracją...
Dziękuję za wszystkie Wasze odwiedziny i życzenia pełne ciepła.
Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam!
Alicja

poniedziałek, 21 grudnia 2009

At the end of advent....

Wszystko zapowiada białe i mroźne święta. Niby nie jestem zwolenniczką zimy w mieście, ale gdy patrzę na swój balkon, który jest jedną z moich zgryzot, bo nie dokończony ciągle, nie taki jak trzeba.... - to doceniam malowniczość pociągnięć śnieżnym pędzlem - którym Madame Zima poprawiła ten póki co nie ukończony zaokienny 'obrazek'. A kiedy wychodzę z domu skrzypienie pod podeszwami jest takie samo jak za dziecinnych lat i jakoś tak zaraz w te lata wchodzę także myślami.... I nie mogę się nie uśmiechać do dawnych szalonych wigilijnych zjazdów sankami z cieszyńskich "miłosier", które odbywałam w towarzystwie kuzynki. Każdy zjazd kończył się poprawianiem czapek, kurtek. Te pierwsze zazwyczaj zasłaniały oczy, te drugie trzeba była naciągać na poturbowane, wysmarowane śniegiem i gołe na mecie plecy. A potem przerażenie, bo dojrzałyśmy pierwszą gwiazdkę - czy jeszcze wszystko dobrze się skończy jeśli zaraz pobiegnieny do domu? Czy aniołek zaczeka?
Dzisiejszy świat też ma w ofercie "przedwigilijne biegi", ale te podobają mi się mniej. A raczej nie podobają wcale. Omijam ścieżkę konsumpcji w swoich krokach ku świętom (nie chodzi o ascezę, ale o zdrowy rozsądek:))
To już ostatnie adwentowe dni - w tym roku na cztery tygodnie oczekiwania przystoiłyśmy z Majką nasze Mateczki w szczególne medaliony. Pierwsza dostała ich aż cztery - z liczbami od 1 do 4, po każdym tygodniu medalion należało odwrócić a na rewersie czekała litera.
Litery te tworzą słowo (nie mogą tworzyć innego!:))))) LOVE:
Nie tylko dzięki wspomnieniom mogłam ostatnio czuć się jak dziecko:) Przyjaciółka obdarowała mnie przedświątecznie wspaniałymi prezentami, pośród nich znalazły się także takie dwie piękne bluzki w klimacie vintage, po jednej dla mnie i dla Mai:
Już nie mogę się doczekać kiedy wiosną wspólnie wyruszymy odziane w te romantyczne tshirty... Bluzki są szczególne - zaprojektowane specjalnie przez siostrę przyjaciółki... Dziewczyny planują stworzyć całą kolekcję takich "smakołyków" - gdy tylko powstanie ich strona internetowa - dam znać:)
Dużo pozdrowień pachnących radością i spokojem na te ostatnie przedświąteczne dni -
Alicja

wtorek, 15 grudnia 2009

Silence and sounds....

Ostatnio uświadomiłam sobie, że jednym z błogosławieństw mojej pracy w samotności jest także to, iż podczas zajęć mogę wsłuchiwać się w to czego w danej chwili potrzebuję.... Kiedy potrzeba mi ciszy, dozuję ciszę... Kiedy brak mi dźwięków, wybieram odpowiednią muzykę... Niby nic wielkiego ale tylko 'niby', bo muzyka i inspiruje mnie i uspokaja... ( że porusza to oczywiste:).

W przedświątecznej atmosferze - pomimo natłoku zajęć - nie mogłam nie wygospodarować chwil na retro charmy szczególne...A z rozsterek serwetkowych (dziękuję za Wasze cenne uwagi!) narodził się pomysł nr 3 czyli.... powrót do barwy śniegu:)

Ostatnią sobotę musiałam spędzić w centrach handlowych. Brr... Unikam tego typu atrakcji... Męczy mnie to zawsze, rozstraja, osłabia... Ale i przyjmuję ten ciężar z dobrodziejstwem inwentarza: nie sposób żyć bez butów, swetra czy rękawic... 'Muzyka centrów handlowych' mogłaby być tematem zupełnie osobnego posta, byłby to bardzo gorzki tekst o bólu głowy i otępieniu... Ale komu tego trzeba? Wolę podzielić się z Wami fotografiami magicznego miejsca, które stworzyła droga mi osoba - Deborah. Choć nie słychać muzyki, nie trudno sobie wyobrazić tony wypełniające tę sklepową przestrzeń...
W Warszawie spadł pierwszy śnieg, mam nadzieję, że to przymiarka przedświąteczna Sił, które władają płatkami śniegu...
Dziękuję serdecznie za Wasze odwiedziny i komentarze - jaką melodią byłby bez nich ten blog?:))
Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego tygodnia -
Alicja

środa, 25 listopada 2009

Above my desk... and about Christmas....


Jesienią niewiele mam czasu na poszukiwanie kolejnych 'skarbów' do domu, ale zanim znowu wyruszę na jakieś sympatyczne łowy na targi staroci - chciałam Wam pokazać coś co kupiłam kilka miesięcy temu - wypisany w 1905 roku dokument będący czymś w rodzaju certyfikatu kilku rzemieślniczych cechów - uwielbiam ten "obraz" - i wiem, że nic lepszego nie mogłabym sobie wymarzyć nad biurko przy którym pracuję - jest piękny, klimatyczny, ale też "tematycznie" skoligacony z rękodziełem - czyli tym co bardzo cenię i sama staram się tworzyć....
Ostatnie dni w moim domu były dalekie od jesiennej szarości panującej za oknami - kwitnęły cztery orchidee oraz sukulent, którego nazwy niestety nie znam - ale to nieważne, grunt, że ma piękne delikatne jak mgiełka białe kwiaty... I aby było całkiem bajkowo - w gości wleciał nam motyl i pląsał po mieszkaniu przez dwa dni...
Po zeszłorocznych "White CHristmas" wzrósł mi apetyt na tradycyjne świąteczne radosne kolory....
I dlatego także w Arte Ego pojawiły się świąteczne dekoracje pełne motywów pod wodzą czerwieni. Mam nadzieję, że i Wam przypadnie go gustu połącznie kratki vichy ze świątecznymi motywami....
Nie znaczy to wcale, iż zwolennicy stonowanych barw jako udanego przepisu na święta nie znajdą i czegoś dla siebie... Mam nadzieję, że na poduszce z fotografii poniżej każdy z Was odnajdzie świąteczne życzenia we własnym języku...
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze. Za poświęcony czas.
Pozdrawiam Was i ciepło życzę dobrego tygodnia.
Alicja
P.S. W pierniki zaopatrzyła mnie moja kochana mama.

środa, 4 listopada 2009

About Christmas...

Witajcie. Już dzisiaj na blogu Retro Charm Garden przedstawiam świąteczne zawieszki z Mikołajem w roli głównej - aby zdążył przybyć pod wskazany adres na czas....
Chciałabym też wkrótce pokazać Wam kilka innych świątecznych dekoracji...
Pozdrawiam Was ciepło choć szarość i chłód za oknami -
Alicja

wtorek, 3 listopada 2009

November already????

Zabawa konwencją to jeden z moich ulubionych sposobów na "przyrządznie" nowych przedmiotów czy to do domu czy do Arte Ego. Tak też było z serwetkami - zupełnie proste, ale haftowane korony czynią je także dworską (mrugam do Was jednym okiem:))) dekoracją stołu. Lubię przedmioty, które są urodziwe, ale nie lubię tych, które swoim urokiem przytłaczają, tyranizując najbliższe otoczenie. Lubię te, które noszą w sobie potencjał ponadczasowości, bo wiem, że nie znudzą mnie po kilku dniach czy tygodniach.
Serwetki powstały z myślą o tym jak przybiorę stół w grudniowe święta. Niby czasu jeszcze sporo, ale nie dla mnie, bo im bliżej świąt -tym więcej czasu pochłania mi praca i wtedy obmyślanie i wykonywanie dekoracji do domu okupuję wyrzutem sumienia - bo tyle rzeczy wciąż czeka na załatwienie... A z drugiej strony przecież dom jest najważniejszy!
Jeszcze tylko nie wiem, który kolor ostatecznie wybiorę - czerwień czy beż. Mam wielką słabość do czerwonych haftów... A Wam co się bardziej podoba? Jeśli uznacie, że serwetki są dobrym pomysłem i na Wasz stół - znajdziecie je w ArteEgo jako produkt na zamówienie. Powoli wracać muszę do swoich zajęć... Taki rozpędzony ten listopad.....
Ale chciałabym podzielić się jeszcze miłą wiadomością: amerykański miesięcznik Romantic Homes w świątecznym numerze pokazał moją zawieszkę LaMaison, o czym dowiedziałam się od Cheryl z Casual Cottage Chic, która posłała mi owo grudniowe wydanie. Wielkie dzięki Cheryl!!!!
Pozdrawiam Was bardzo ciepło! Kolorowego tygodnia życzę z nadzieją, że jesień w Waszych stronach chodzi codziennie pod rękę ze słońcem!
Alicja

środa, 14 października 2009

October...

Tegoroczna jesień stała się dla mnie swoistą nauczycielką... Wrzesień a teraz już i październik to czas w którym z pokorą odkrywam dzień po dniu, że ambitny zapał i dokładny plan, by zrobić to co do zrobienia w przeznaczonych na to godzinach, dniach, tygodniach to jedno a rzeka zdarzeń i tak płynie własnym korytem niosąc ze sobą a to przeziębienie dziecka, pilną sprawę do załatwienia, której nie ujmowały plany, zmęczenie większe niż się spodziewałam po sobie...etc... Samo życie... Nie mam problemu z uległością wobec Wszechświata - i zawsze uważałam, że myśl, iż panujemy nad naszym życiem jest jedynie iluzją, ulubioną bajką dorosłych. Jednak rezerwowanie czasu w grafiku na ewentualną chorobę byłoby kuriozum, wstępem do hipohondrii, oznaką pesymizmu i kuszeniem losu... Więc chyba dalej będę robić swoje, powtarzając sobie częściej, iż czas nie jest materią podatną na zniewolenie, a w scenariuszu, gdzie on w roli głównej improwizacji nieco pojawiać się zawsze będzie...
Nie bez przyczyny w dzisiejszym poście kilka moich ulubionych przedmiotów w różowym kolorze. Pamiętacie, iż październik to Miesiąc Walki z Rakiem? Nieważne gdzie biegniemy i ile sprawunków na liście - zdrowie najważniejsze. Zatem dużo dużo zdrowia Wam i sobie życzę i chyba jest to jakaś pointa. Nie ujarzmimy czasu, ale możemy sprawić by cieszyć się nim dłużej...
A co do jesieni... lubię ją - więcej czasu spędza się w domu, docenić można po raz kolejny jego ciepło... no i moje ukochane gruszki!
Pozdrawiam Was bardzo ciepło, dziękuję za komentarze, które są zawsze miłą niespodzianką. Szczególne pozdrowienia dla Wszystkich Miłych Osób wpisanych jako Obserwatorzy. Dzięki.
Alicja

piątek, 18 września 2009

Waiting for an autumn hug....

To co najbardziej uwielbiam w podróżach to możność spotkania ludzi, możliwość "dotknięcia" ich świata. Staram się nie przywozić pamiątek, bo nie chcę, aby dom przypominał wystawę etnograficzną, jednak czasami coś jest na tyle ciekawe, piękne i wiem, że 'wpisze się' w klimat, że robię wyjątek. Zawsze interesuje mnie lokalna ....biżuteria (może właściwszym słowem byłyby 'ozdoby', bo nie mam na myśli jubilerstwa a raczej fantazje pełne korali, nitek i blaszek...) - ciekawi mnie co w danym miejscu ludzie uważają za piękne... Innym "tematem" podczas ostatniej podróży były torebki - tutaj także z Majką udzieliłyśmy sobie rozgrzeszenia i przystąpiłyśmy do nabywania - dla nas no i dla wszystkich dzieczynek z rodziny... Były to bardzo przyjemne zakupy...Bardzo lubię jesień, niestety jej pierwszy uścisk nigdy nie jest dla mnie przyjemny... Chore gardło to dla mnie co roku dotkliwy znak, że oto jest.... Zapowiada się słoneczny, ciepły weekend, więc mam nadzieję, że będzie tylko lepiej... Przezornie już przywitałam się z moim ulubionym starym swetrem/golfem-gardło-chroniącym - w tym roku towarzyszyć mu będzie nowa torba w kolorach ziemi, jesiennego nieba i opadających liści....
Na przekór "gardłowej sprawie" staram się mieć cały czas dobry humor. Zawsze dobrze mi robią sympatyczne niespodzianki - w najnowszym numerze specjalnego wydania niemieckiej wersji Country Living znalazła się notka o moich Retro Charms. Jak miło:)
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, które są dla mnie zawsze wielką radością. Postaram się wkrótce zamieścić jeszcze kilka fotografii z podróży.
Dużo słońca, radości - ale i spokoju podczas weekendowych spacerów!
Alicja

sobota, 5 września 2009

Little August Diary....

Wakacje to zawsze czas, kiedy kompletnie odcinam się od komputera i telefonu komórkowego celebrując "tu i teraz" smak innych rzeczywistości niż ta moja codzienna. I choć wrzesień zagościł już na dobre oto kilka impresji dotyczących sierpniowych dni, kiedy nie w głowie było mi pisanie postów....
Jeden z ważniejszych momentów mojej podróży: spotkanie w przyklasztornej szkole istniejącej przy jednej ze świątyń należących do kompleksu Angkor. Buddyjscy mnisi i ich nauczyciel opowiadają mi o swoich życiu. Dzielę się z nimi informacjami o Polsce, o naszej historii, systemie szkolnictwa etc. Ale najważniejsze jest to, iż nasze spotkanie jest początkiem charytatywnego projektu o którym - mam nadzieję - będę mogła już wkrótce napisać coś więcej. Nie zapominam, iż kiedyś nam Polakom pomagali ludzie dobrej woli z Zachodu, dzieląc się tym co mają. My także możemy pomóc - najważniejsza jest dobra wola. Szkoła boryka się z brakiem podręczników do nauki angielskiego (poza mnichami uczą się w niej dzieci z pobliskich wiosek). Jestem pewna, że możemy to zmienić.
Mężczyzna na fotografii to ktoś kogo właściwie już dawno chciałam Wam przestawić. Moja podpora, mój przyjaciel, moja inspiracja i mój krytyk - słowem: mąż. To on przekonał mnie, iż prawda o krajach, które odwiedzamy nie leży nad brzegami basenów hotelowych, aby jej posmakować należy zejść jak najdalej ze ścieżek, którymi podążają gromadnie turyści...
Poniżej dzielę się z Wami fotografiami jego autorstwa. Pierwszych sześć w pewnością wejdzie w skład wystawy, ale o tym kiedy indziej...
'Trzy woreczki ryżu'
'Kobieta opiekująca się skwawkiem świątyni Preah Khan'
'Sposób na pokój'

'Jakoś się kręci'

'Wanna z żabami'
(wyposażenie stoiska na targowisku w Phnom Phen oferującego obdzierane żywcem ze skóry żaby)
'Kąpiel'
Uroda i pogodne usposobienie khmerskich dzieci rozbrajają mnie na każdym kroku...
Zanurzanie się w rewiry, gdzie toczy się prawdziwe życie lokalnej ludności - to bezcenne chwile...
Jako, że mam słabość do ażurów, nie mogłabym nie pokazać Wam kolejnej fotografii:
Obrazek z życia stołecznej ulicy:
Mój syn Kuba podczas motocyklowej wyprawy:
Magiczna chwila - odpoczynek pośród ruin Angkoru...
Nowe umiejętności. Zatrzymujemy się spontanicznie przy jednym z ryżowych pól... Nie trzeba znać ani jednego wspólnego słowa w jakimkolwiek języku, by razem sadzić ryż... Staram się być pilną uczennicą...
Przyroda zapierająca dech... Mamy dla siebie cały wodospad...
Karmienie małp - przyjemność wielka... - nie wiem czy więcej do powiedzenia miałby tu Charles Darwin czy Zygmunt Freud:)
To gdzie jedziemy danego dnia zależy tylko od nas...
Jedliśmy nasiona kwiatu lotosu, Majkę ugryzła małpa, Darka kopnął koń, pływaliśmy tratwą po jaskini pełnej jaskółek i nietoperzy, sadziliśmy ryż, kąpaliśmy się w rzece, w której płynie gorąca (!) woda, Kuba miał wypadek na motorze (niegroźny, uff), smakowaliśmy miejscowych potraw z ulicznych straganów, przez cztery dni pokonaliśmy górską drogę z... czterema tysiącami zakrętów, nurkowaliśmy w towarzystwie rekinów, zatapialiśmy się w ciszy buddyjskich świątyń... Wszędzie doznawaliśmy oznak sympatii, czuliśmy się jak w domu... I co najważniejsze: byliśmy za sobą 24 godziny na dobę, smakując wspólnie ten egzotyczny smakołyk jakim była nasza wyprawa...
Pozdrawiam Was ciepło i życzę dobrego nadchodzącego tygodnia -
zanurzona-już-we-wrześniu Alicja

środa, 29 lipca 2009

July....

"Trochę zimy w środku lata..." - ale nie martwcie się - wszystko w porządku: słońce stanowczo króluje na niebie, obłoki są tylko tłem, conajwyżej pretekstem (Rorschach w wersji 'naturel':) do fantazjowania co kto widzi na nieboskłonie, jeśli właśnie wypoczywa na kocu czy w hamaku... Ptaki wspaniale wywiązują się z ćwierkań a kwiaty z barw... A zima... zima tylko... w zawieszkach nad którymi ostatnio pracowałam. Już z myślą o grudniowych świętach stworzyłam serię inspirowaną bielą i delikatnością śniegu oraz koronkami , a główne role powierzyłam aniołom (ale nie tylko:)) - więcej szczegółów już wkrótce w Retro Charm Garden. Zależało mi, by nie były to typowe "sezonowe" świąteczne zawieszki - by - owszem -miały urok godny świąt, ale i ponadsezonowy czar. Tak, by było oczywiste, że będą zdobić dom także wtedy, gdy opuści go madame Choinka....
Bardzo tęskni mi się za Majeczką, która pod czułym okiem babć hula już miesiąc u podnóża Beskidów... Piszemy do siebie listy ("Mamo, zadzwoń zaraz jak to przeczytasz!!!!"), rozmawiamy przez telefon... ale nie ma to jak schować się wspólnie pod kołdrą i powygłupiać! Nawet w kuchni zupełnie inaczej, gdy Majka... Na szczęście zobaczymy się już lada moment... Jeśli macie ochotę i w dyspozycji 4 minuty - zapraszam: zobaczcie film PLAC ZABAW, o którym pisałam w poście His Great Day.
Rozpoczęłam dzisiejszy wpis od nieba - niech i błękity będą w epilogu, ale te pachnące morzem, marynarskie i plażowe:
Tym z Was, którzy klimat wakacji chcieliby zatrzymać na dłużej z pewnością spodoba się seria wyrobów insirowana nadmorskimi klimatami, która pojawiła się w Arte Ego. Moimi faworytami od razu stał się worek i poduszka zdobione muszlami.
Lazurowe, kobaltowe, błękitne i szafirowe pozdrowienia -
Alicja

czwartek, 23 lipca 2009

Kitchens...

Bardzo lubię swoją kuchnię, pomimo jej "braków": przydałoby się więcej blatów, czasem większa lodówka... A gdybym zaczarowanym ołówkiem (kto pamięta bajkę?:) mogła sobie domalować spiżarnię to byłby ideał. Ach, niemal ideał, bo w marzeniach to jeszcze jest stary stół stolarski mojego teścia - jako przestrzeń do kulinarnych poczynań ( na dolnej półce piętrzyłaby się biała ceramika)... Ale to moje fantazjowanie ma więcej z "niegroźnych pogdybywań" aniżeli z realnych dążeń, bo (chyba się powtarzam:)) bardzo lubię swoją kuchnię - więcej - jest mi bardzo dobrze tu gdzie jestem. I prawdziwe moje marzenia nie dotyczą sprzętów czy kolejnych metrów kwadratowych, ale tego co mogę przeżyć, czego się mogę nauczyć i jak mogę wzbogacić się wewnętrznie. Wiem też, iż "dobra doczesne" dawkowane jak wszystko w nadmiarze -posłużę się kuchenną retoryką - stają się niestrawne. Myślę, że zarówno użyteczność jak i piękno nie są właściwościami rzeczy, ale tym co z nimi robimy, jak wplatamy je w nasze życie... I tu nie mogę nie pokazać Wam kuchni, która zauroczyła mnie kompletnie. Promienie słońca pląsające po woku i metalowym garnku ( nie do kupienia za żadne pieniądze:))), kolory (ach te żółcie, zieleń i czerwone akcenty!), spokój, naturalność i harmonia... Kiedy patrzyłam jak ta kobieta płucze zieleninę, przygotowuje posiłek, bardzo mocno czułam to co chciałabym czuć zawsze: że wszystko jest na swoim miejscu, że wszystko jest jak należy, że świat nie zwariował do końca i, że nigdzie nie trzeba biec. Bo właściwie kto powiedział ci, że musisz biec?
Żółto-zielono-czerwone pozdrowienia dla Was wszystkich!
Alicja

wtorek, 7 lipca 2009

Man in the mirror.

I'm starting with the man in the mirror
I'm asking him to change his ways
And no message could have been any clearer
If you wanna make the world a better place
Take a look at yourself, and then make a change
(Michael Jackson)
Przełom czerwca i lipca to dla mnie jeszcze nie czas by delektować się w pełni koneksją pomiędzy słowami 'lato' a 'wakacje'... Sporo w tych dniach mieszka(ło) też we mnie smutku. Stworzenie człowieka trwa kilka miliardów lat, jego śmierć zaledwie kilka sekund - to było ostatnie zdanie, jakie przeczytałam w przepięknej (czyt.: polecam serdecznie!) książce Josteina Gaardera Maja przed pójściem spać. Podkreśliłam je ołówkiem. Nazajutrz dowiedziałam się o śmierci Michaela Jacksona. Zdarzenia te zlepiły się w jedną całość. A smutek związany z odejściem MJ nie mógł nie rozdrapać metafizycznej rany jaką każdy homo sapiens nosi w sobie - mam na myśli świadomość śmierci. Nie chcę powiedzieć, że boję się śmierci, uważam ją za element (koła) życiaż. Chodzi mi raczej o refleksję i potrzebę mierzenia się z nikłością i kruchością cudu jaką jest bycie tutaj, odpowiadanie sobie na pytanie o sens a przede wszystkim o odkrywanie go.
Michael śpij dobrze i jeżeli są jakieś inne światy niech obudzi Cię w najpiękniejszym z nich pocałunek kogoś kto odczaruje Twój los w wieczności. Gdybym dane mi było w życiu wysłuchać tylko jednego utworu wybrałabym pieśń Man in the mirror. If you wanna make the world a better place take a look at yourself, and then make a change....
Koniecznie muszę pokazać Wam naszyjnik, który stworzyła moja przyjaciółka Ana. Zachwycił mnie. Uważam, że jest niezwykły, więc tym bardziej mi miło, iż Retro Charm stanowi element tej urokliwej kompozycji. Ana you are great!!!!
A poniżej kilka moich faworytów z nowości Arte Ego: obrus z grubego angielskiego lnianego płótna, zasłony z ażurowymi wstawkami, dla których inspiracją były konkretne potrzeby jednej z moich Klientek, oraz drobiazgi do których słabość nigdy mi nie minie: biele, kronki, hafty....
Radości z każdej wakacyjnej chwili!
Alicja

czwartek, 25 czerwca 2009

Time..

Czymże jest czas?
Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem.
Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem.

***
Problem św. Augustyna trapi pewnie każdego... A definicji czasu jest więcej nie tylko niż filozofów, ale ludzkich umysłów w ogóle... W moich potyczkach z czasem, na górnolotne dopieszczanie (definicji) czasu (sic!) brak! I deficyt ten o znamionach chroniczności... Jak mówi starożytna wschodnia rada - jeśli nie masz czasu - dołóż sobie nowe zajęcie... Ciekawa jestem jakie są Wasze sposoby na branie się za barki z czasem? Dla mnie najważniejsze, aby jednak we wszystkim nie zapomnieć o harmonii. W tym miejscu chciałabym przeprosić wszystkie miłe osoby na których maile dotychczas nie odpisałam. Wiem, że znajdziecie odpowiedzi na swoje pytania w wielu dostępnych źródłach. Zawsze staram się jak mogę, ale najważniejsza dla mnie jest rodzina oraz wszystkie obowiązki związane z Arte Ego. Potrzebuję też - zwyczajnie jak każdy - aby zdrowo funkcjonować -kontaktu z naturą, chwili na lekturę czy film. W programie dnia nie zapominają o mnie też garnki, żelazko etc.... Mam nadzieję, że rozumiecie.
Wyjątkowo zmobilizowani przyjazdem rodziny na uroczystości związane z pierwszą komunią Majusi wyruszyliśmy na poszukiwania w celu uzupełnienia niedoboru siedzisk... Udało nam się znaleźć to co nam się marzyło: dwa piękne i solidne krzesła. W dniu zakupu wyglądały oczywiście zupełnie inaczej... ciemny brąz, połysk, tapicerka do wymiany... Mój drogi mąż wyczyścił drewno i obił na nowo krzesła - uniesiona atmosferą (podręcznikowo winę zrzucam na sytuację:) - wybrałam tkaninę... którą mówiąc krótko wkrótce zastąpi jednak len...
Zawsze niezwykle działają na moją wyobraźnię zdjęcia miejsc, w których pracujecie, tworzycie - nieraz obszerne pokoje, innym razem kąciki wygospodarowane z większych połaci. Moim "rajem" jest biurko - a to powyżej to fragment tego co widzę, gdy przy nim pracuję.
A ostatnio spędzałam przy nim czas tworząc.... Retro Charms w rozmiarze bijoux! Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta nowa oferta. Pozdrawiam w tym, miejscu moją przyjaciółkę Anę (Ana I hope you will read this, and translation will be fine:) - bo to ona ostatecznie zmobilizowała mnie do tych działań. Zawieszki mają rozmiary 2 cm x 3 cm oraz 3 cm x 3 cm - więc sprawdzą się zawieszone na szyi, a także jako ozdoby przy kluczach czy komórce. Poszczególne wzory przedstawię niebawem w Retro Charm Garden.
Z innych nowości nie mogę nie pokazać choć jednej z korzennych saszetek, które pojawiły się Arte Ego. Po zaparzeniu herbaty przykrywany nią filiżankę lub kubek i po chwili ciepło uwalnia z niej wspaniałe aromaty. I chyba to jest kolejny sposób na obłaskawianie czasu - zamiast na ilości skupić się na jakości godzin, kwadransów, minut.... Tym, którzy na wakacjach i tym, którzy nie, tym, którzy w ogrodach i tym, którzy w biurach - słońca, słońca, słońca!
Alicja

środa, 10 czerwca 2009

His Great Day:)

Z dwojga moich dzieci tylko Majka pojawiała się dotychczas na blogu - z przyczyny prostej - Kuba prawie dorosły ma światy swoje. Oczywiście te jego konstelacje ściśle spowinowacone z moimi, ale już z lnami, koronkami i haftami nieco mniej. Lecz dzisiaj muszę i chcę o nim:))) Wczoraj na Festiwalu Filmowym KAFLA organizowanym w Liceum im. Staszica moje dziecko zdobyło Grand Prix. Mam nadzieję, że wkrótce uzupełnię tego posta o link do zwycięskiego filmu - w którym notabene zagrała Majka. Zbigniew Hołdys, który był jednym z jurorów powiedział, że (kluczowa scena) to jedna z najpiękniejszych scen jakie widział w ostatnich kilku miesiącach... To miłe.
Cała nasza rodzina miała wczoraj wspaniały wieczór! Synku, gdybyś jednak tu czasami podczytywał to powiem jeszcze raz: jesteś moją radością, kocham cię i mam nadzieję, że nie braknie Ci fantazji i zaangażowania, by kolejne filmy były lepsze i lepsze! Wiesz, że trzymam za Ciebie kciuki!
Pachnące truskawkami pozdrowienia dla Wszystkich!
Alicja

poniedziałek, 25 maja 2009

Her great day

Obserwowanie jak rozwija się i dorasta dziecko to cud, którym można cieszyć się każdego dnia. Często ta możliwość uparcie tkwi na poziomie potencjalności nie mogąc przebić się przez codzienność, dziesiątki ważnych i mniej ważnych spraw, które zachłannie wdzierają się na drabinę naszych priorytetów...
W niedzielę Majka miała swój wielki dzień - przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej- ostatni rok był czasem radosnego obserwowania jak odkrywa w sobie duchowość, jak zaczyna sobie uświadamiać nowe obszary świata na zewnątrz i wewnątrz siebie. Nie wiem czy coś mogłoby mnie bardziej ucieszyć niż świadomość, że moje dziecko MA potrzeby duchowe. To chyba jedyny przypadek, kiedy "mieć" znaczy "być".
Bardzo odświętne życzenia dla Was wszystkich -
Alicja

piątek, 8 maja 2009

Give away Winners!

Dear, dear friends from around the world - April was very happy to me - your lovely responses gave me the wings day by day - to create, to feel so much highlighted. And I simply feel like a winner too:)))
I'm answering to your mails and I'm visiting your blogs as often as I can - but yes - I'm very busy lately, so it's go slowly... The most often question in your letters is if you can order any Retro Charm - yes - you can buy every design shown on Retro Charm Garden -here every pendant has its name to make it easy.
And now the most important: I mean: the winners:) I just want to add that it was very very difficult to choose the most interesting or poetic comment - there was so many touching words, so many warm thoughts - so I've chosen ten and asked my daughter to draw from them.
So the winners are Aina and d.blue. I'm happy to may share my Retro Charms with you!
I want to thank to all nice participants for a wonderful time.
I hope to see you at next give away:))))
And I wish you a very sunny weekend!
Alicja

czwartek, 30 kwietnia 2009

Eclectic post...

Jeszcze kilka godzin naszej zabawy Give Away! Nie wiedziałam, że sama będę w tych dniach czuła się obdarowana w niezwykły sposób:))) - tyle sympatycznych słów, postów i maili odbierałam od Was a wraz z nimi wędrowała do mnie dobra energia! Odwiedzam Wasze blogi i staram się odpisywać na maile, ale muszę Was prosić o cierpliwość - gdyż wolne chwile u mnie w wieeeelkim deficycie.
Muszę podzielić się z Wami dwiema wspaniałmi wiadomościami: mój syn Kuba dostał się na kurs w Mistrzowskiej Szkole Filmowej Andrzeja Wajdy. Mam nadzieję, że wykorzysta tę szansę. Za rok planuje zdawać na reżyserię filmową. Natomiast Majeczka zajęła indywidualnie czwarte miejsce w Mistrzostwach Warszawy w Tabliczce Mnożenia (konkurencja "Olimpijczyk") oraz drugie drużynowo (konkurencja "Ekspres"). Świetnie, że są organizowane konkursy w których nauka stapia się z zabawą i daje podwójną satysfakcję dzieciom. Nie mogę Wam nie pokazać niespodzianki, wspaniałego ręcznie wykonanego albumu. Przysłała mi go - wraz z innymi pięknymi drobiazgami - moja droga Laurence ze Szwajcarii. Laurence, już Ci dziękowałam, ale czynię to teraz z radością raz jeszcze. Prawda jest taka, że wzruszyło mnie ogromnie, iż włożyłaś swoje serce i poświęciłaś czas, by stworzyć coś niepowtarzalnego. Poczułam się dzięki Tobie wyjątkowo!
No i koniecznie muszę przedstawić Wam ręcznie wykonane lalki wypełnione lawendą, które wreszcie dotarły do Arte Ego - czekałam na nie długo, ale warto było ich widok jest bezkonkurencyjnym antidotum na zły nastrój. Te rustykalne gosposie mają patent na rozczulanie (mnie)!
No i właściwie może nie taki eklektyczny ten post? Wszak cały o radościach - tych większych i mniejszych.
Mam nadzieję, że i Was nie odstępuje to co dobre.
Alicja

piątek, 17 kwietnia 2009

Spring, my spring...

Opadły kwiat
Powrócił na gałąź?
To motyl.

Bliższe mojej intuicji są teorie, które nie antagonizują natury i kultury, lecz pokazują ich współzależność. Ale bez obaw - nie będę rozwijała tematu... Wraz z pierwszymi akordami wiosny i we mnie więcej słońca... Harmonia... Łatwiej ją celebrować, gdy wokół piękniej i piękniej...
A gdzieś na styku piękna i rozsądku (którym z pewnością jest dbałość o zdrowie) kolejne bonusy: nowalijki, Prawdziwe Pomidory, rowerowe wycieczki, zdrowy sen po drzewem i coraz więcej i więcej światła... Wiosno ojczyzno moja!!
Ze spędzonej (wyjątkowo) poza domem Wielkanocy powróciłam obdarowana kilkoma nadzwyczajnymi, miłymi oku podarkami. Skromne a urodziwe motywy na starych, 'fragetowskich' platerowanych sztućcach - dla mnie ideał! Aby cesarzowi co cesarskie: dostałam ów komplet od teściowej!
Tylko wiosennych akordów w sercu - nie tylko w weekend-
życzę Wam i pozdrawiam -
Alicja

środa, 8 kwietnia 2009

Retro Charms give away!

This time a few words in English too. Dear friends passing by my blog - I would like to meet you better and I have for you a very sweet surprise: a gift - a very special one - Retro Charms designed especially for you, with your name! What to do to get it? First step: Leave your comment here, Second: link your blog with mine Retro Charm Garden. And write on your blog about this "give away". You can also (not neccesary ) select your favourite photo of my charms and place it on your blog. There will be at least two winners: one person by random, second: chosen by words left in a comment... Invention belongs to you:)))
You can 'play' all month from now. Than I'll present the lucky winners:) Have a good time! Those who have no blogs are invited to take part too. Also all sweet persons I've know already:)
Good luck:) Krótkie wolne tłumaczenie:)))) - zapraszam wszystkie miłe osoby odwiedzające mojego bloga do zabawy w której nagrodą będą zawieszki Retro Charm - bardzo szczególne - zrobione z myślą o zwycięzcach - z ich imionami! Aby wziąć udział trzeba tylko: zostawić komentarz tutaj, następnie zlinkować mój Retro Charm Garden ze swoim blogiem i napisać u siebie o naszej zabawie.że dodatkowo umieścić wybrane przez siebie zdjęcie zawieszek w swoim poście. Zwycięzców będzie conajmniej dwóch: jedną osobę wybiorę losowo, drugą dzięki słowom, które pozostawi w komentarzu. Inwencja należy do Was:))) Zabawa trwa przez cały miesiąc od dzisiaj, potem przedstawię Wam zwycięzców. Osoby, które nie mają bloga oraz wszystkie przemiłe osoby które już znam także są seeeeerdecznie zaproszone do wzięcia udziału! Wszystkim Wam życzę szczęścia!
Pozdrawiam Was słonecznie!
Alicja

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Royal Simplicity...

Bardzo lubię dekoracje, które służą upiększaniu stołu. Nieco na przekór szalonemu tempu życia - któremu nasze czasy usiłują nadać rangę imperatywu. Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Jakby to brzmiało w odniesieniu to stołu?
Serwetki, które Wam pokazuję "nosiłam w głowie" już dawno - a teraz stały się wreszcie realnymi przedmiotami. Jestem bardzo z nich zadowolona - lubię pomysły pełne prostoty, które mają w sobie jednak to "coś" co sprawia, że przedmiot nie jest bynajmniej powszedni. Albert E. - znany jako autor haiku: E=mckwadrat,pisał: Upraszczaj. Na tyle na ile się da. Nie bardziej. Miał czy nie miał na myśli serwetki?
Zestawy serwetek z dowolnymi monogramami można zamówić w Arte Ego - dostawa niestety już w terminie poświątecznym. Dziękuję serdecznie Dorthe za wyróżnienie:
Oto reguły zabawy: 1. Umieść logo na swym blog.2. Zamieść link do osoby, która Cię nominowała. 3. Nominate 10 blogs (one each dayżdego dnia).4. Umieść linki do nominowanych blogów. 5. Daj znać nominowanym, że ich wyróżniłeś. - Obawiam się o punkt 3, więc pierwsze nominacje przedstawię od razu:Li, decoMarta, Ita, Kamila, Greglis,
A dla wszystkich mam słoneczne pozdrowienia,
Alicja

niedziela, 29 marca 2009

Frozen roses...

Bukiet róż, który przyniosłam do domu na początku zeszłego weekendu oklapł w mgnieniu oka. Kwiaty wyglądały jak zastęp smutnych pokutników - z głowami schylonymi ku ziemi (czyt.: ku blatowi stołu). Pączki nadal miały piękny kolor i to sprawiło, że mimo wszystko nie chciałam pozbyć się ich od razu. I całe szczęście - kwiaty bowiem - pomimo, iż cały czas były w wodzie - uschnęły - ....zachowując swoją urodę. Jedno z moich ulubionych wschodnich przysłów mówi, iż każda sytuacja jest sprzyjająca... I choć nic w tym miłego, że sprzedano mi przemarznięte kwiaty - fajnie było odkryć metodę "suszenia przez zamrażanie"...
Poniżej zamieszczam zdjęcia kilku moich ulubionych dekoracji, które od niedawna dostępne są w Arte Ego (lniana kula oraz serca wypełnione są naturalną lawendą) - wiosennie lekkich i romantycznych...
Koronki i lny...
Krateczka vichy i haftowane motywy...
Nowy, smukły kształt Retro Charms...
Pachnące Prowansją serca i połysk korony....
Pozdrawiam Was i życzę tygodnia pełnego barw i zapachu wiosny -
Alicja

czwartek, 19 marca 2009

Rhetorical questions....

Moja ulubiona gra w przedmioty: przydzielanie im (coraz to) nowych funkcji... Dlaczego lampion nie mógłby być swoistym pojemnikiem na owoce? Myślę, że jest to pytanie retoryczne:))))
Wiosna podobno coraz bliżej - jeśli tak to przyznaję, że tego roku skrada się wyjątkowo niepostrzeżenie: Warszawa nieugięcie szara i chłodna, wciąż trzeba pamiętać o rękawiczkach... Ach (a może raczej: Brrr?)...
Wśród zawieszek, które ostatnio tworzyłam niejedna odą do wiosny mogłaby zwać się... To chyba nie przypadek? (Znów retorycznie?:))))) Chwila, kiedy świat zaczyna pachnieć wiosną to jeden z najprzyjemniejszych prezentów Natury. Ach... (z pewnością: Ach!...:))))Mam nadzieję, że słońce szczodrze zadba o oprawę nadchodzącego weekendu
- czego Wam wszystkim życzę.
Alicja