"East or West
Nie ma jak w domu....

Jeszcze niedawno sierpniowo....
Pod drzewami....
Jeden z delikatnych, trzecioplanowych uroków wakacji to czuła tęsknota za domem - miło narasta wraz z kolejnymi dniami wojażu, by skumulować się w dniu powrotu w nieopisaną radość, kiedy otwierają się drzwi Shangri-Li własnego m.
Lubię też to "świeże oko", którym wtedy spogląda się na dom. I ukontentowanie tym co jest i kiełkujące nowe pomysły na miłe dekoratorskie zmiany smakują wyśmienicie.
Na wakacjach nasz dom traktuję jak.... domownika, który nie ruszył z nami w podróż. Jeśli coś przywożę to głównie podarki dla niego. Nie tylko spełnią swą 'pamiątkową' rolę, ale są piękne i użyteczne.

W tym roku oprócz wszystkich niezapomnianych chwil z rodziną, przyjaciółmi i nowo poznanymi ludźmi oraz kolejnej pasji - które skolekcjnowałam w sercu i naładowałam nimi swoje baterie optymizmu - do domu zwiozłam iiiiinspirujące książki, tkaniny jak marzenie, nieco romantycznego szkła, smakowite przetwory i działające na wyobraźnię przepisy kulinarne, które będę testowała w stateczne i wyciszone jesienne dnie....
***
A zaraz po powrocie trafiłam w pobliskiej galerii na mega wyprzedaż - znalazłam tam dwie ramki dla których czekało idealne miejsce na mojej ścianie, więc do końca nie jestem pewna czy to ja je znalazłam czy może one mnie???


***
Skusiły mnie też te tkaninowe kwiatuchy... Stuczne kwiaty - nigdy nie traktuję ich jako zastępstwa dla tych stworzonych przez Boga, tak jak trudno traktować np. bukiet namalowany na obrazie jako ekwiwalent rzeczywistego wazonu z kwiatowiem. Ale "kupuję" ich romantyczny dekoratorski potencjał (przypiąć takiego do jesiennego żakieciku i nastrój już inny:)) A jakie jest Wasze zdanie?Wrześniowo pozdrawiam!
Alicja




















































