piątek, 29 listopada 2013

Bigosss... Oh lala!

“One cannot think well, love well, sleep well,
if one has not dined well.”

(Virginia Woolf  "A Room of One's Own")

(bigosowe skarby.... mięso niepotrzebne...)
Jako, że bigosowy temat "bumerangował" się komentarzowo-mailowo - czas go spointować małym wpisem. Przepis wyjściowy leży pięknie podany na Białym Talerzu: tutaj. A reszta to Wasza fantazja uwzględniająca skłonności Waszych podniebień. Ja m.in. zrezygnowałam z wędzonych śliwek (których posmaku nigdy nie polubiłam) na rzecz suszonych, dodaję (czyt: szaleńczo sypię) kmin rzymski... No i zachęcam do używania jak najlepszego octu balsamicznego, bo niestety ten tańszy na marketowych półkach to zwyczajne mieszanki octu winnego z palonym cukrem (karmelem) - trudno po nich oczekiwać cudu... Jeśli gotujecie dla rodziny - warto zrobić podwójną porcję, tym bardziej, że Monsieur Bigos smakuje nieźle również na zimno.To genialne, że istnieją proste przepisy na smaczne i zdrowe dania i można się obywać bez przetworzonych półproduktów. Bon appétit.
Weekendowe uściski,
Alicja

8 komentarzy:

  1. ciekawy ten bigos. Brzmi tak, że kiedyś spróbuję go zrobić :).

    www.justordinarymoments.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. już tyle o nim słyszałam , że wreszcie muszę go zrobić :) Wygląda cudownie :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja najbardziej lubię bigos mojej mamy. Twój na pewno wyszedł przepyszny.
    Pozdrawiam!
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja po przepisie Ali w poprzednich postach już się zawzięłam i zrobiłam. Bardzo dobry!
    Aldi

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepis naprawdę fajny w weekend spróbuję zrobić :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Znamy tą konfigurację smaków ;)
    PYCHA!

    OdpowiedzUsuń

Welcome to my blog, I love to hear your comments.
Thank you!